OGŁOSZENIA PARAFIALNE

>> Jeśli nie jesteś czegoś pewien, a odpowiedzi na Twoje pytanie nie znalazłeś w dziale FAQ, pisz pod Pytaniami i prośbami.

Nowy rozdział

Na Twoim blogu pojawił się nowy rozdział? Świetnie! Z chęcią poinformujemy o tym na blogu. Wystarczy, że pod tym postem zgłosisz nowy rozdział.

Zgłoszenie musi zawierać:
  1. Numer rozdziału
  2. BEZPOŚREDNI ADRES do rozdziału
  3. Krótki opis lub fragment rozdziału

165 komentarzy:

  1. 1. rozdział trzeci
    2. http://lonely-parade.blog.onet.pl/Rozdzial-trzeci,2,ID478411456,n

    3. - Masz rację. Powinniśmy trzymać się razem. – wyciągnął rękę w moją stronę, którą od razu uścisnęłam, powtarzając sobie w duchu, że znalazłam prawdziwego przyjaciela.
    Od początku nie było pomiędzy nami tej zwykłej bariery, która oddziela nieznajomych sobie ludzi, sprawia, że poznanie trwa długo. Jednak w naszym przypadku chęć zapoznania się wzięła górę nad nieśmiałością. A nieśmiała nie jestem tylko ja, ale także Nick.

    4. Ankara

    OdpowiedzUsuń
  2. 1. Rozdział czwarty - Zdrada

    2. http://corka-huncwota.blogspot.com/2012/07/rozdzia-czwarty-ta-przyjazn-bya.html

    3. - Cześć - odparła Blackówna. - Co tam? Alex grzeczny?
    - Bardzo. Jak przyszło mu poznać się z Harry'm, to miałam wrażenie, że z całej siły powstrzymuje się przed rzuceniem się na niego - Euphemia ledwo powstrzymała się od wybuchnięcia śmiechem, gdy wyobraźnia postawiła przed nią tę scenę.
    - Taa, szkoda tylko, że tego nie zrobił. Byłoby wesoło. A Weasley wyleczył się już z...
    - Black! Granger! Pogaduszki, to po lekcji - Snape zmaterializował się przed nimi dosłownie znikąd. Obie dziewczyny spojrzały zaskoczone na profesora. Żadna z nich nie zauważyła, gdy ten się do nich powoli podkradł.

    4. MsIssy

    OdpowiedzUsuń
  3. 1. Rozdział czwarty - Zdrajcy.
    2. http://www.koori-hime.blogspot.com/2012/07/rozdzia-szosty.html#
    3. - Yamato-san! – srogi głos kobiety dobiegł ich od końca jaskini. Obie, Shioko i Aiko, spojrzały w tamtym kierunku. Ona… Co ona tutaj…? Była ostatnią osobą, jaką mogłyby się obie spodziewać! Mimo wszystko blondynka powstała, przybierając na twarz stalową maskę obojętności.
    - Czymże zasłużyłam sobie na twoją wizytę, Kuchiki Ruko?
    Dostrzegła, jak z cienia wyjawia się postać Ashido. W głębi ducha poczuła się lżej. Dzięki Bogu…Zatrzymali go. Jej kącik ust lekko drgnął, ale szybko to zretuszowała, powracając spojrzeniem na niską sylwetkę czarnowłosej.
    - Postanowiłam – odparła twardo, a Shioko uniosła brwi, jakby w pytaniu, o co jej chodzi. – Chcę przyłączyć się do was – po tych słowach obie kobiety otworzyły szeroko oczy, jakby w ogóle nie wierzyły w to, co słyszą. – Przyczynię się osobiście do upadku Soul Society!
    4. Yuki

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział XI
    - Ojej! - zerwałam się na równe nogi, a on spojrzał na mnie zaskoczony. Nieświadom tego, że mam zamiar odegrać ciekawą szopkę. Moje dłonie w szybkim ruchu znalazły się na moich policzkach.
    - A tobie, co? - zapytał zdziwiony, nie kryjąc tego pod swoją maską obojętności.
    - Co pan w ogóle robi w tej szkole? - pisnęłam, niby to zachwycona. - Draco Malfoy, naaaaaaajcudowniejszy facet w historii tego świata! Powinien pan iść na modela, czy coś! No niech pan tylko spojrzy w lustro, aaaach, te włosy!
    - Mówiłem przecież, że mnie uwielbiasz - uśmiechnął się zjadliwie, prowokująco.
    - Chyba zaraz padnę panu do stóp z wrażenia! O bogowie, ta inteligencja i doskonałe poczucie humoru! Bije od pana taką sympatią, miłosierdziem... Chyba zaraz eksploduję, w życiu nie spotkałam nikogo, kto byłby dla mnie aż tak miłym człowiekiem! - mówiłam ze sztucznym przekonaniem. Na potwierdzenie moich słów podskoczyłam i zrobiłam maślane oczy.

    wiecej-niz-slowa.blogspot.com

    emilyanne

    OdpowiedzUsuń
  5. 1Rozdział: prolog
    2 http://malfoy-issue.blogspot.com/2012/07/prolog.html
    3
    - Lydio! Wracaj! Ominęłaś jedno miejsce!- krzyknęła jasnowłosa kobieta schylająca się lekko i wpatrująca w jeden z bordowych kafelków pokrywających podłogę.
    Była ubrana w długą zieloną suknię, a twarz wykrzywiała w wyrazie niezadowolenia.
    -Przepraszam, pani Narcyzo!- odpowiedziała biegnąca w jej stronę mała jasnowłosa dziewczynka.
    W jednej ręce trzymała wiadro wypełnione wodę, a w drugiej szczotkę. Nosiła szare, połatane ubranie, będące kiedyś zapewne sukienką. Upadła przed panią na kolana i zaczęła szorować wskazany kafelek.
    -Tak lepiej- odezwała się Narcyza- Co się ostatnio z tobą dzieje dziewucho? Razem z Lucjuszem przygarnęliśmy cię wspaniałomyślnie pod nasz dach, w zamian za odrobinę pracy domowej. Czy to aż takie trudne?

    4. Camille Blue

    OdpowiedzUsuń
  6. 1. Rozdział siódmy - Zdeptana duma.
    2. http://www.koori-hime.blogspot.com/2012/07/rozdzia-siodmy.html
    3. Fragment: " - Przyjmujemy ją – oznajmiła twardo, a wokół zebranych rozległy się różne szmery.
    - Ale, przewodnicząco…!
    - Pod jednym warunkiem – wysyczała, następnie dodając normalnym tonem głosu, odwracając się bokiem do Kuchiki: - …że ukażesz nam swoją prawdomówność. Zrobimy ci sprawdzian.
    - Sprawdzian? – powtórzyła, mrużąc oczy, a sam Ashido zerknął niepewnie na Yamato, która była jakby pewna tego, że nie ma szans, aby Rukia dołączyła do nich. Zupełnie jakby wiedziała, że…
    - Zaatakujesz kapitana szóstej dywizji. Kuchiki Byakuyę.
    Oczy Rukii rozszerzyły się znacznie."
    4. Yuki

    Za tydzień znów napiszę! :3

    OdpowiedzUsuń
  7. 1. ROZDZIAŁ JEDENASTY
    2. life-is-broken.blogspot.com
    3. Najpierw zarejestrował odgłos charakterystycznego stąpania, ledwo uchwytny nawet jak na jego wyczulone zmysły. Potem do jego nozdrzy doszedł zapach cytrusa i konwalii, który chodził za nim przez ostatnie stulecia. Gdy otworzył lekko prawe oko i spojrzał w bok dostrzegł siadająca obok Katherine.
    - Chyba powiedziałem ci, że masz się wynosić – rzucił, na powrót przymykając powieki
    Dosłyszał z jej strony westchnienie. [...]
    - Stęskniłam się za tobą – wyjaśniła i posłała mu szeroki, pewny siebie uśmiech – Słyszałam, że postanowiłeś raz na zawsze skończyć z Eleną i powrócić na drogę Rozpruwacza, co mi oczywiście pasuje.
    4. Misfits

    OdpowiedzUsuń
  8. 1. Rozdział 2
    2.http://zycie-cassie.blogspot.com/2012/08/rozdzia-2-cudowny-plan-jamesa.html
    3. - Cześć.
    - Hej.
    - To, co idziemy?
    - Idziemy.
    No i cisza. Tyle właśnie mieli sobie do powiedzenia.
    Skierowali się ku wyjściu. Deszcz już przestał padać, a przez przestrzenie nieprzesłonione warstwą grubych chmur prześwitywały gwiazdy. Nie wiedziała gdzie ją kieruje, zresztą od wyjścia z zamku nawet na niego nie spojrzała. Wpatrywała się uparcie w mokry trawnik nie chcąc mu dać żadnej satysfakcji. W końcu, gdy doszli do jeziora nic nie mówiąc usiadła na kamieniu i wpatrywała się w lśniącą taflę wody.
    - Po, co to wszystko? - zapytała a chłopak westchnął i usiadł obok niej.
    - Nie mam zielonego pojęcia.
    - Nic ci nie mówił?
    - Kazał mi ciebie rozłościć.
    - Rozłościć? Niby po co?
    - Gdybym wiedział było by nieco prościej. Ale nie mam zielonego pojęcia.
    Znowu cisza. Rozprostowując palce spojrzała na niego. Dłonie miał zaciśnięte, a jego twarz wyglądała tak jakby się z czymś zmagała. Spojrzał na nią i przez chwilę wzajemnie się obserwowali by później równocześnie głośno się roześmiać.
    4. Glee

    OdpowiedzUsuń
  9. 1. Rozdział 33: "Tylko się we mnie nie zakochaj, Granger"

    2. http://niewidzialna-nic-milosci.blogspot.com/2012/08/rozdzia-33-tylko-sie-we-mnie-nie.html

    3. - Zasada numer jeden: na boisku jestem twoim nauczycielem, nie kolegą, więc z łaski swojej, nie wydzieraj się na mnie więcej – Posłał mi swój firmowy, ironiczny uśmieszek i bezceremonialnie mnie wyminął. Zacisnęłam pięści ze złości, ale nie odezwałam się ani słowem, wiedząc, że nie mogłoby wyniknąć z tego nic dobrego.
    - Zasada numer dwa: słuchasz mnie uważnie i bez narzekania wykonujesz moje polecenia.
    - Tylko, jeśli dotyczą latania na miotle. Już mówiłam, że nie zamierzam być twoim popychadłem – mruknęłam, idąc krok za nim.
    - Ależ oczywiście, przecież jestem profesjonalistą – powiedział z przekąsem – Zasada numer trzy – Zatrzymał się tak nagle, że prawie na niego wpadłam. Odwrócił się do mnie i złapał mnie za podbródek, zmuszając mnie, żebym na niego spojrzała. To wszystko zrobił tak szybko i płynnie, że nawet nie zdążyłam zareagować – Tylko się we mnie nie zakochaj, Granger – szepnął, uśmiechając się lekko.

    4. hope

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  11. Rozdział 2

    http://forevermore-sentiment.blogspot.com/2012/08/2-rozdzia.html

    - To się nie uda! - powiedziała wzburzona dziewczyna którą właśnie obwiązywano bandażami tak aby zakryć jej kobiecą sylwetkę - Babciu!
    - Cicho! - sarknęła kobieta - I nie ruszaj się, staram się to robić w miarę porządnie żeby jak najdłużej trzymało.
    - To się nie uda. To się nie ma prawa udać. - szepnęła do siebie widząc, że jej głośne protesty przyczyniają się jedynie do tego, że bandaż jest zaciskany coraz mocniej.
    Po chwili ciszę panującą przerwało głośne wejście rudowłosej osóbki i jej radosny okrzyk:
    - Mam! - po czym zaczęła wymachiwać włochatą rzeczą, którą trzymała w ręce – Wydaje mi się, że będzie pasować.
    - Doskonale. - powiedziała siwowłosa - A teraz zakładaj jej to i w końcu zobaczymy efekt końcowy. - Po czym uśmiechnęła się przy okazji zakładając swojej wnuczce męski t-shirt.
    - To będzie jakaś tragedia. - wyjęczała blondwłosa.

    Tusia

    OdpowiedzUsuń
  12. 1. Rozdział 1.

    2. http://nie-igraj-z-miloscia.blogspot.com/2012/08/rozdzia-1.html

    3. - Nie! Nie będziemy wiecznie zależni od Niego, rozumiesz? Kocham Cię i nie chcę wciąż się ukrywać. - Odpowiedziała czule głaszcząc policzek Hybrydy. We mnie powoli wszystko się gotowało.
    - Przykro mi droga Caroline, ale nie zmienię swojej decyzji.- Powtórzyłem.
    - Dobrze! W takim razie rób co chcesz, a my i tak wyjeżdżamy! - Skwitowała, obrzucając mnie nienawistnym spojrzeniem, pociągnęła Tylera za rękaw chcąc wyjść, ale natychmiast zatrzymałem chłopaka, musiałem zrobić to co podpowiadał mi instynkt. Nie było innego wyjścia, zresztą nawet jeśli... Nie potrafiłem się oprzeć tej przyjemności.

    4. nattivenn

    OdpowiedzUsuń
  13. 1.Jest to trzeci post na blogu, jednakże pierwsza miniaturka (o Sherlocku Holmesie z serialu emitowanego na BBC). Piszę u siebie opowiadanie o Avengers i co jakiś czas postanowiłam wstawiać coś innego.
    2.http://moje-miniaturki.blogspot.com/2012/08/1-caa-prawda-o-nas.html
    3.„Jakie byłoby moje życie bez Sherlocka? Nudne. Zwyczajne. Nie do zniesienia.
    Pewnie nie widzi jak wiele dla mnie zrobił i jak bardzo jestem mu wdzięczny. Nie. On po prostu nie chce tego widzieć. Mimo wszystko jest osobą w głębi duszy bardzo delikatną i rzadko chwaloną.”
    4.Zoe Stark

    OdpowiedzUsuń
  14. Dopiero zgłosiłam się do spisu, ale dziś pojawił się też nowy rozdział, więc o tym chcę poinformować. :) Rozdział 5.
    http://moments-magiques.blogspot.com/2012/09/wiem-ze-krotko-i-wasciwie-o-niczym.html#comment-form
    Fragment: - Tooooommy! – Dziewczęcy krzyk dobiegł nagle do moich uszu, a potem drogę przeciął mi jakiś różowy płaszcz i plątanina jasnych włosów. Chwilę później w pobliskiej kałuży wylądował fioletowy parasol w białe kropki, a na szyi mojego brata zawisła blondwłosa niewiasta. Ich usta złączyły się w namiętnym pocałunku, od którego zrobiło mi się nagle niedobrze. To zdecydowanie nie był widok, który chciałam oglądać, a już zwłaszcza przed obiadem!
    Izulkowa

    OdpowiedzUsuń
  15. Rozdział drugi
    http://www.hell-road.blogspot.com/2012/09/01-loophole.html

    Dean wypuścił powietrze ze świstem, kiedy Trine obróciła się do niego twarzą. Wciąż był spięty i nieco poirytowany. Bez wątpienia nie przepadał za odwiedzinami władcy Hadesu, czemu zresztą trudno się było dziwić. Sam nie odważyłby się na taki układ. Coś było w tym wszystkim nie tak, ale za bardzo tęsknił za Samem, żeby myśleć logicznie i radzić komuś, kto był jego jedyną, realną szansą.
    — Chyba podpisałaś na siebie wyrok — wymamrotał wreszcie, otwierając lodówkę. Zdawało mu się, że widział tam wczoraj jeszcze jednego Budweisera.
    — Na to wygląda — zgodziła się. — Ale głowa do góry, tobie też zrobię dobrze.
    Łowca zdębiał. Zdecydowanie nie nadążał za jej nastrojami. Zawsze wiedział, że wybryki natury mają źle zrobioną wylewkę pod sufitem, ale to konkretne kuriozum w jakiś sposób go intrygowało.

    Mindless

    OdpowiedzUsuń
  16. -Rozdział 2
    -http://freya-fairy-tail.blogspot.com/2012/09/rozdzia-2-poczatek-przygody.html

    - Raz… dwa… trzy… Blat przed którym siedziałam miał trzy pęknięcia. Miał też sześć klejących plam, a w siedmiu miejscach schodziła farba. Na suficie były cztery pajęczyny i błąkały się tam dwa pająki, tworzące nowe sieci, były tam też trzy dziury, które powstały kilka dni temu gdy Natsu po raz koleiny próbował walczyć z Gildartsem. Oj tak, nudziłam się jak nie wiem!
    Znudzona położyłam głowę na blacie baru i westchnęłam już któryś raz z kolei. Mira która korzystając z chwili wolnej od klientów, przecierała szklanki spojrzała na mnie ze zdziwieniem.
    - Wszystko dobrze Freya? – zapytała z troską.

    Fadziulka

    OdpowiedzUsuń
  17. 1. Rozdział 3
    2. http://zycie-cassie.blogspot.com/2012/09/rozdzia-3-wredne-kopie.html
    3. - Skąd? - spojrzał na niego podejrzliwie, nadal nie wierząc w jego pokrętne tłumaczenie.
    - Bo… tak mi przyszło do głowy. Wiedziałem, że nic lepszego nie wymyślisz - te słowa były jak zastrzyk adrenaliny. A przynajmniej tak właśnie zadziałały, bo już po sekundzie stali naprzeciw siebie mierząc się wrogimi spojrzeniami, a Sean przyglądał się temu wszystkiemu bezradnie.
    - Jasne, bo co może wymyślić kolejna kopia pana cudownego?
    - To, dlaczego nią byłeś?
    - Bo… chciałem być twoim przyjacielem. Może, dlatego, dopiero teraz widzę, jaki jesteś, James. Dopiero teraz wiem, że nie było, kogo naśladować. Bo nie jesteś żadnym oryginałem. Tylko beznadziejną kopią dupka.
    4. Glee

    OdpowiedzUsuń
  18. 1. Rozdział drugi.
    2. http://winged-messiah.blogspot.com/2012/09/02-dont-disturb-angel.html
    3.
    Ciężkie krople deszczu naginały liście wszystkich drzew w okolicy. Niebo miało zimną, biało-szarawą barwę i takiego koloru światło przepuszczały korony drzew. Ściółka była mokra, śliska. Zapach napojonej zieleni spowijał nozdrza jako pierwszy spośród innych doznań. Później dochodził szept łagodnego wiatru i szum podobny do deszczu w lesie. Najgorsza była temperatura ― nieprzyjemnie niska, w połączeniu z wilgocią tworzyła miejsce, w którym nie chce się pozostać dłużej, chyba że włożyło się przedtem gruby sweter i kurtkę przeciwdeszczową.
    Uśmiechnął się na jej widok. Taka delikatna, łagodna, wciąż jeszcze młoda. Wyglądała jak zaczarowana. Pewnie gdyby miała wybór, wolałaby taka być.
    Tak, idealnie wiedział, kiedy ma się zjawić.
    ― Dzień dobry, Gabrielle.
    Podniosła głowę ze mchu, który tej nocy posłużył jej za poduszkę. Z ledwością usiadła na przewalonym, a usadowionym między dwoma drzewami pniu. Przenikliwe zimno nie zabiło tej istoty tylko z jednego powodu ― wciąż w pewnej części była aniołem.
    ― Jak ci się spało?

    Lajon

    OdpowiedzUsuń
  19. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1 Rozdział 3
      2 http://freya-fairy-tail.blogspot.com/2012/09/rozdzia-3-diamentowy-dran.html
      3
      W tym samym momencie mężczyzna któremu przyłożyłam podniósł się z ziemi i spojrzał na mnie. Zresztą nie tylko on, jego towarzysz również zwrócił na mnie uwagę. Ten który trzymał miecz spuścił go w dół, a burmistrz wykorzystał okazję i pobiegł w stronę gdzie schowała się jego córka.
      Osobnik używający magii Diamentowego Tworzenia zaśmiał się drwiąco.
      - No proszę, proszę! Kogo me oczy widzą? Czy to nie nasza kochana uciekinierka Freya?
      Na dźwięk tego głosu zadrżałam.
      Nie… to nie może być prawda.

      Fadziulka

      Usuń
  20. rozdział dwunasty.
    life-is-broken.blogspot.com
    fragment:- Jesteś świrem? – zapytał niższy chłopak, stojący najdalej od niego.
    Wampir zaśmiał się pod nosem czując, jak kły przebiły się przez coraz bardziej wrażliwe dziąsła. Nie myślał już racjonalnie, kontrole nad ciałem przejął odwieczny drapieżca bez sumienia i skrupułów. Słysząc w uszach przyspieszający puls każdej z ofiar czuł satysfakcję. Bali się go, a strach dla wampira był jak afrodyzjak.
    - Uciekajcie – wyszeptał melodyjnie.
    autorka: Misfits

    OdpowiedzUsuń
  21. Rozdział 4
    http://freya-fairy-tail.blogspot.com/2012/10/rozdzia-4-laxus-dreyar.html
    "- Nieźle się załatwiłaś maleńka! – Jego lalki niczym echo powtórzyły za nim „nieźle, nieźle!”
    - Gdyby mnie posłuchała to by się nie stało – dodał Fried i pokręcił głową.
    Łypnęłam na nich spode łba a potem spojrzałam na Ever
    - Chociaż ty bądź taka miła i mnie nie dobijaj dobra?
    Ever zaśmiała się i powiedziała
    - Nie przejmuj się nimi Freya. To bestie bez serc. – Brązowowłosa uśmiechnęła się do nich złośliwie. Obaj zrobili oburzone miny
    - No wiesz! – Zawołali równocześnie. Zarówno ja jak i Mira zaśmiałyśmy się. U nich takie przekomarzania to codzienność."

    Fadziulka

    OdpowiedzUsuń
  22. Ohayo ;)

    Rozdział XXIII
    Kin z Otogakure

    www.kin-z-otogakure.blogspot.com

    Zatrzymałem się i zacząłem nasłuchiwać. Prócz zwykłych odgłosów lasu nic nie zwróciło mojej uwagi. Problemem było po prostu zbliżające się do mnie źródło chakry, skądś mi znanej, ale i tak, stanąłem w pozycji obronnej. Usłyszałem coś na wschodzie, po czym natychmiast odrzuciłem w tym kierunku kunai. Nie trafiłem oczywiście...

    Cholera... Przeciwnik ukrył chakrę. Zawsze muszę na kogoś trafiać? Miałem walczyć dopiero za kilka godzin. Boże, marudzę jak baba...

    Szrrrr... Coś nagle pojawiło się za mną, ale od razu zniknęło. Poczułem znajomy zapach fiołków, a do tego, tak mnie to otumaniło, że nawet nie wiedziałem, kiedy zaatakować. Stałem ogłupiały, jak słup soli, czekając na kolejny atak, który, nie nastąpił? Okręciłem się dookoła własnej osi, ale nadal nic. Jestem aż tak żałosny, że zaczynam podejrzewać swój własny cień?

    Oparłem się o pień drzewa, nie wiedząc, co dalej, gdy pół metra ode mnie, nagle pojawiła się Kin i bez jakiegokolwiek słowa przywitania, pocałowała mnie.

    Sheeiren Imai

    OdpowiedzUsuń
  23. 1. Rozdział 4.
    2. http://you-can-follow-me.blogspot.com/2012/10/rozdzia-4.html
    3. -Potrzymaj mi tego na chwilę – podałam Emily mój kubek z sokiem mrożonym. Byłyśmy właśnie w supermarkecie pooglądać ubrania, płyty i inne interesujące nas rzeczy. Nie miałam za wiele pieniędzy przy sobie, więc kupiłam jedynie bluzkę w kolorze błękitnym. Podobała mi się, bardzo przypominała mi kolor oczu Matta. Emily zabrała mnie do empiku i przeszukiwała wszystkie półki z gazetami w poszukiwaniu Vogue, lecz nie udało się jej znaleźć. Bardzo lubiła modę, sama kiedyś chciała pozować do zdjęć. Nawet mogłaby być dobra w tym fachu, miała ładne ciało i fotogeniczną twarz.
    4. Ada Howard

    OdpowiedzUsuń
  24. 1. Rozdział 4
    2. http://aya-i-mia-fairy-tail.blogspot.com/2012/10/rozdzia-4.html
    3. -Nie, nie… Ehh… Typowe… Jak zwykle lubujesz się tylko w magach klasy S.
    -Nie prawda!
    -Laxus… Mirajane… Gildarts… Mam wymieniać dalej?
    -Ale lubię też Kanę, Juvię i Grey’a!
    -Grey’a? A jego za co?
    -Za to, że jest otwarty i nie boi się wyrażać siebie!
    Przyznaję… trochę zdziwiona jestem… Patrzę na Grey’a i co widzę? A raczej czego NIE widzę?! NIE WIDZĘ jego UBRAŃ!
    -Fullbaster! Przestań łazić naokoło w samych gaciach i demoralizować innych! Tu są dzieci!!!
    Tak… Oto początkowe stadium mojej furii – czerwona twarz, głośny krzyk, wystawione kiełki i wściekłość bestii w oczach. Ah! I zapomniałam dodać pękniętej szklanki w moich rękach! Tak… Widok z całą pewnością przerażający. I potwierdził to chowający się mag lodu. Już ubrany… Łał! Szybki jest! Zaraz! Czy ona powiedziała, że lubi też Kanę?!
    4. A-chan

    OdpowiedzUsuń
  25. Uchiha Hyodai

    www.uchiha-kyodai.blogspot.com

    Rozdział XVIII

    Czasem mam wrażenie, że moje życie to taki pociąg, a wagoniki to jego elementy. (Mój przyjaciel powiedział, że - dop. aut.) Nie ma wagonika, którego nie idzie odczepić. Czy na pewno? No nie do końca. Są ludzie, których z serca nie wyrzucisz. Nawet jakbyś się bardzo starała, spełznie to na niczym. W moim przypadku wagoniki zbyt często zmieniają swoje tory, mijając się z resztą pociągu. Raz odchodzą, raz przychodzą i tak w kółko, w zależności od możliwości powrotu na właściwy kurs. Najgorsze jest to, że ta możliwość zwykle jest, tylko samotny wagonik nie umie jej wykorzystać. A gdy już to jakimś cudem zrobi, odłączy się przy najbliższej okazji, aby jechać samemu bez celu, na przekór wszystkiemu.

    Nigdy nie wiem, na kim mogę polegać, na kim nie, bo i tak w końcu ten ktoś kiedyś odejdzie, aby w przyszłości powrócić. To chyba nie jest zbyt skomplikowane, prawda? No przepraszam, może na początku. Lecz z biegiem czasu przyzwyczajasz się, że twoje życie to jedna, wielka farsa. A samej sobie często nie możesz ufać.

    Sheeiren Imai

    OdpowiedzUsuń
  26. Rozdział 1

    http://zostan-ze--mna.blogspot.com/2012/11/dlaczego-nieobecnosc-tak-bardzo.html

    " - Springsteen, pozbawiłaś mnie zabawy – jęknął niezadowolony Malfoy. Podeszła bliżej niego, wciąż celując prosto w jego serce. – I co niby zrobisz? Zabijesz mnie?
    Dziewczyna prychnęła.
    - Nie. Nie zabiła cię Hermiona, to i ja cię nie zabiję – mruknęła cicho. – Ale może potraktuję cię tak, jak ty potraktowałeś wczoraj Pottera? A może zrobię z tobą to, co chciałeś zrobić z Weasley? - wyliczała na głos propozycje. – Co wybierasz paniczu Malfoy? – warknęła, przyciskając różdżkę do jego piersi. – Chcesz się ciąć czy wyjść pobity i zhańbiony z tej klasy?
    Na twarzy Dracona malował się prawdziwy strach. Podciągnęła rękaw jego koszuli, wciąż mierząc w niego różdżką. Spojrzała na lewe ramię.
    - A więc jednak? – Prychnęła. – Żałosne. Myślałam, że Czarny Pan wybiera tylko ludzi, którzy niczego się nie boją. A tu proszę, takie zaskoczenie – sarknęła z uśmieszkiem. – Powiedz, Malfoy, czyżby już nie miał tylu porządnych sprzymierzeńców, że wybiera takich tchórzy? – Zaśmiała się złowieszczo, mocniej wbijając mu różdżkę w pierś. Mierzyła go wzrokiem pełnym pogardy, w końcu opuściła różdżkę i westchnęła. Tym razem twarz Ślizgona zdobił wyraz ulgi. – Tym razem – podjęła – tym razem będziesz miał szczęście – mruknęła lakonicznie. Jednak, kiedy chłopak chciał odejść, zamachnęła się i wymierzyła mu siarczystego prawego sierpowego, którego nauczyła się od któregoś ze swoich braci."

    Eileen

    OdpowiedzUsuń
  27. 1. Pierwszy rok

    2. http://who-will-protect-me.blogspot.com/2012/11/1-pierwszy-rok.html

    - Hmm.. Czumu mam wrażenie, że mnie nie lubisz? – zapytał chłopak.

    - Bo tak właśnie jest.

    - Ale co ja ci takiego zrobiłem?! – wykrzyknął lekko zadziwiony.

    - Naprawdę nie wiesz? Od rozpoczęcia roku szkolnego minęło zaledwie dwa tygodnie, a ty i twoi kumple już zdążyliście dosypać mi proszku na kichanie do soku dyniowego, wrzucić coś do mojego kociołka na eliksirach, przez co jego zawartość prawie wybuchła mi w twarz, no i nie myśl, że zapomniałam, jak chcieliście podpalić mi włosy na zaklęciach! – zaczęła krzyczeć. Chłopak lekko uśmiechnął się pod nosem.

    4. Eternal Dreamer

    OdpowiedzUsuń
  28. Ohayo ;)
    Rozdział XIX
    Adres: www.uchiha-kyodai.blogspot.com

    - Musiałam sprawdzić, czy to, co mówił o tobie Itachi jest prawdą – ten znudzony ton był nie do zniesienia, lecz nawet nie zwróciłam na niego specjalnie uwagi, co zrobiłabym oczywiście w normalnych warunkach, ale tym momencie już wszystko przewróciło się górą do dołu. Nic nie rozumiem, znowu! Kurwica mnie zaraz strzeli. Czego jeszcze się dziś dowiem?! - Tak też radę ci, abyś usiadła spokojne - wskazała ręką na kanapę - i poczekała na mnie chwilkę.

    Zirytowana do granic możliwości klapnęłam na sofę, bo nic innego zrobić nie mogłam, a z tą kobietą muszę pogadać o, o tym wszystkim. Ona zna Itachi'ego, mamę, a co lepsze mnie również. Skąd? Pojęcia bladego nie mam. Do tego nadal nie wyszłam z szoku, w jaki mnie wprawiła. Musi być cholernie potężna, jeśli złamała moje genjutsu. Żeby było śmieszniej, powiedziała, że radzi sobie z iluzją Itachi'ego. Kim ona jest w takim razie? Nie słyszałam o człowieku, który byłby do tego zdolny. Kolejna rzecz, która mnie irytuje to to, że kunoichi zwraca się do mnie, jak do dziecka. Czy ja kurna wyglądam, na osobę, która nie wie, co robi?

    Sheeiren Imai

    OdpowiedzUsuń
  29. Rozdział 22. Co by było gdyby...?
    Adres: l-e---j-p.blogdpot.com

    Stało się. Wszystko jakby działo się w zwolnionym tempie. Potter wyciąga rękę, łapie znicza i w tym samym momencie dostaje w głowę dwoma tłuczkami. Stadion wypełniły przerażone krzyki, a mi udało się skoncentrować i wyciągnąć różdżkę.
    — Obturatio.
    Nie wiem czy go uratowałam. Zemdlałam.
    Gabriela Milka

    OdpowiedzUsuń
  30. Rozdział XXIV

    http://kin-z-otogakure.blogspot.com/2012_11_01_archive.html

    Najpierw poczułam czyjeś dłonie obejmujące mnie w talii. Potem czyjś tors, przylegający do moich pleców. A na samym końcu czyjąś głowę na swoim ramieniu. Byłam aż chorobliwie szczęśliwa. To przekraczało wszelkie granice. Pomimo wszechogarniającej radości, w moim umyśle wciąż jednak krążyła egzekucja, przez co nie mogłam się w stu procentach skupić, na Shen'ie, a uwierzcie mi, chciałam.

    Odchyliłam głowę do tyłu, co chłopak natychmiast wykorzystał. Po prostu moja szyja w efekcie została odsłonięta. Zaczął składać na niej krótkie pocałunki, na co ja zareagowałam dość dziwnie. Oddech przyspieszył, zrobiło mi się gorąco (w tej zimnej jaskini!). Zamruczałam z zadowolenia. Shen skomentował to chichotem. Uwierzcie mi, że chichot faceta z niskim głosem, jest strasznie seksowny.

    Sheeiren Imai

    OdpowiedzUsuń
  31. 1. rozdział trzynasty
    2. life-is-broken.blogspot.com
    3. "- Charles Brandon? – zapytał z udawanym angielskim akcentem.
    Nieznajomy uniósł wysoko złote brwi, a na jego czole pojawiła się marsowa zmarszczka.
    - Owszem. Z kim mam przyjemność?
    - Nazywam się Damon i mam do ciebie pewną sprawę – jego wargi wykrzywił koci uśmiech – Znasz Katherine Pierce?"

    OdpowiedzUsuń
  32. 1. Rozdział 5
    2. http://aya-i-mia-fairy-tail.blogspot.com/2012/11/rozdzia-5.html
    3. -W takim razie… Podejdź do Gajeel’a i powiedz, że przyznajesz mu zwycięstwo.
    -Co?! Nigdy w życiu!
    -Musisz wykonać zadanie…
    -Wrr…
    Chłopak ociągając się zrobił co mu kazano i z mordem w oczach skierowanym w kierunku Tytani, zakręcił naczyniem. Wypadło na Frieda. Zielonowłosy również wybrał zadanie. Chłopak miał zatańczyć makarenę. Cały czerwony w końcu wykonał zadanie i zakręcił. Dalej wypadło na Bixlowa i wszyscy jak jeden mąż kazali mu zdjąć jego hełmik. Ten popatrzył na nich jak na idiotów, ale zrobił to. Kolejna ofiarą głupich pomysłów padła Erza. Natsu chciał jej się odwdzięczyć, ale Bixlow miał lepszy pomysł i gdy ta wybrała zadanie (no a jakże by inaczej). Kazał jej pozować z stroju króliczka playboya przed przechodzącym niedaleko dziennikarzem. Facet skorzystał z okazji i miał mnóóóóstwo zdjęć sławnej Tytani. Nie wiedział biedny co go potem czeka. Erza wylosowała Mirę, a ta wybrała pytanie.
    -Ilu chłopaków miałaś w całym swoim życiu?
    -Hmm… Trudne pytanie… Ale myślę, że coś koło 123…
    4. A-chan

    OdpowiedzUsuń
  33. Tytuł: Rozdział pierwszy: Tnij stal
    Fragment: Ekran ożył.
    Tę scenę Stark pamiętał dokładnie. On sam pędzący w powietrzu w zbroi, tak szybko, że przypominał jedynie zamazaną czerwoną smugę i goniący go zygzakiem pomiędzy wieżowcami, wielki i opasły lewiatan. Ujęcie trwało może półtorej minuty, przez cały ten czas Makepeace milczał.
    A potem włączył pokaz nieruchomych już slajdów, ukazujących zburzone wieżowce. Dopiero wtedy Tony zorientował się, że to te same, pomiędzy którymi manewrował i z jakiegoś powodu uleciała z niego cała furia, zastąpiona przez zimną grozę.
    Oczy agenta były nieruchome.
    - Widzi pan, panie Stark – powiedział w końcu cicho. – Uznał pan za świetną zabawę bawić się z… tym czymś w kotka i myszkę. To były biurowce. W godzinach szczytu. Mówię „były”, ponieważ teraz nie istnieją. Pana kotek zburzył je, zapewne przez przypadek, ponieważ pan nie pomyślał o tym, aby wyprowadzić go na teren, który nie byłby zabudowany na tej wysokości.
    Makepeace spojrzał na niego. Doskonale wiedział, że Stark nie zdawał sobie sprawy z tego, co zrobił, nie powstrzymało go to jednak od zadania pytania:
    - Zdaje pan sobie sprawę, ilu ludzi znajdowało się w tych budynkach w tamtej chwili?
    Adres: http://avengers-disassembled.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  34. 1. Drugi rok
    2. http://who-will-protect-me.blogspot.com/2012/11/1-pierwszy-rok.html

    - Wiesz, że jak się denerwujesz, to twoja twarz ma taki sam kolor jak włosy? – odezwał się w końcu James.

    Ręka dziewczyny automatycznie wystrzeliła w stronę jego policzka. Syriusz niepewnie cofnął się o dwa kroki.

    - Twoja teraz też! Jeżeli już nikt więcej nie chce oberwać, to powiedzcie, co dokładnie zrobiliście Severusowi – wysyczała groźnie mrużąc oczy.

    - Auu… Powinnaś zapisać się na jakiś kurs panowania nad emocjami – mruknął James rozmasowując piekący policzek.

    4. Eternal Dreamer

    OdpowiedzUsuń
  35. 1. Numer rozdziału: 2. Spowici mgłą niepewności.
    2. Adres:http://wszystko-za-wszystko.blogspot.com/2012/11/2-spowici-mga-niepewnosci.html
    3. Fragment: - To tutaj? - spytał wskazując wolną ręką na duży dom z czerwonej cegły.
    - Tak, oto moje królestwo. Tylko gdzie ja mam klucze? – w głowie szumiało jej coraz bardziej, a świat wokół niej nie przestawał wirować. Ślamazarnymi ruchami zaczęła przeszukiwać kieszenie i torebkę.
    Mężczyzna westchnął i machnął różdżką.
    - Accio klucze.
    Spod brunatno żółtej wycieraczki wyleciały klucze z dużym, srebrnym, w kształcie rombu brelokiem.
    - To taki talizman - powiedziała obracając go w ręce - Ma odganiać złe duchy, dałam to Jacobowi na drugą rocznicę. Tak naprawdę to zwykły kawałek plastiku.
    - Muszę już iść.
    - Jasne. Dzięki za ratunek. –uśmiechnęła się wyciągając rękę. Spojrzał w jej oczy tym swoim przenikliwym spojrzeniem, ucałował jej dłoń i stwierdził.
    - Nie przedstawiłaś mi się.
    - Naprawdę? Przepraszam, mój błąd. Jestem Vivian Moore. A ty?
    - Tom Riddle. Do zobaczenia.
    Sekundę później już go nie było.

    OdpowiedzUsuń
  36. Uchiha Kyodai

    uchiha-kyodai.blogspot.com

    Rozdział XX
    Z biegiem czasu dowiedziałam się, prawie wszystkiego, o mojej wybawicielce. Potężny klan, trójka, wspaniałych dzieci, kochający mąż. Sama miała jedynie półroczną misję wywiadowczą, w tych terenach. Przyznała się, że nie chce być już kunoichi, i że to już ostatni raz. Z utęsknieniem czekała, kiedy będzie mogła wrócić do domu. Wykorzystała go konstruktywnie - na kształcenie mnie i pokazanie, czym jest posiadanie matki. Nie muszę ci o tym, opowiadać. Dobrze wiesz, o czym mówię – przerwała na chwilę, a ja nawet na nią nie patrzyłam, nie chciałam. Początkowe zaciekawienie, czy zafascynowanie wyparowało ze mnie w jednej chwili. Wróciły wątpliwości sprzed kilku lat. Ten sam odrętwiały stan i czarne myśli cisnące się do głowy. Pojawiły się obrazy ciał - te które towarzyszyły mi każdej nocy, przez około dwa lata, po masakrze. Koszmary nękały mnie wtedy bez przerwy. Ostatnio jakimś cudownym, nieznanym sposobem, udało mi się ich pozbyć. Czemu te widoki wróciły teraz? Często myślę o rodzinie, ale bez tych okropnych szczegółów, dotyczących ich śmierci. Zawsze sobie powtarzałam, że pomimo wszystko, ich kocham. Jednak ta jedność, która kiedyś była, niknie w oczach.

    Sheeiren Imai

    OdpowiedzUsuń
  37. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  38. 1. Trzeci rok.
    2. http://who-will-protect-me.blogspot.com/

    3. Czasem Lily tak bardzo chciała wrócić do czasów beztroskiego dzieciństwa… Nie była wtedy pokłócona ze swoją jedyną siostrą, Petunią, w mugolskiej szkole miała wielu przyjaciół, nie musiała niczego nikomu udowadniać… Oczywiście bardzo ucieszył ją list z Hogwartu, a myśl o tym, że jest częścią tego niesamowitego świata napawała ją dumą. Tak bardzo chciałaby znów poczuć ten entuzjazm co wtedy, gdy płynęła łódką w stronę Hogwartu…
    Lily poczuła, że po jej policzku spływa łza. Szybko ją otarła, jednak niewiele to dało, bo z drugiego oka wypłynęła kolejna i zanim się obejrzała płakała jak dziecko.

    4. Eternal Dreamer

    OdpowiedzUsuń
  39. Rozdział 2
    adres: http://zostan-ze--mna.blogspot.com/2012/11/rozdzia-2_8881.html
    Fragment:
    "Westchnęła głęboko, przebiegła esej wzrokiem, po czym zwinęła go i włożyła do torby, razem z książkami, piórem i atramentem. Zaniosła torbę do pokoju wspólnego i zarzuciła czarny, ciepły sweter.
    - Harry? – spytała zlękniona, wychodząc i wpadając na chłopaka.
    - No wreszcie! – mruknął z ulgą. – Czy możesz mi wytłumaczyć zakamarki kobiecej psychiki?
    - Oj! – Granger spojrzała na kolegę, ściągając brwi. – Co się stało, że jesteś aż tak zdesperowany? – spytała, kryjąc rozbawienie i szczelniej okrywając się swetrem."

    OdpowiedzUsuń
  40. 1. Rozdział 6
    2. http://aya-i-mia-fairy-tail.blogspot.com/2012/11/rozdzia-6.html
    3. Aya obudziła się koło południa dnia następnego. To co zobaczyła tym razem spowodowało u niej napad śmiechu i przypomnienie sobie wszystkiego. W pokoju oprócz niej i Mii znajdował się Laxus, Elfman, Ever i Grey z Juvią. Tak… Dziewczyna była „przyklejona" do chłopaka, a ten do poduszki-serca, którą kazała mu nosić ze sobą Erza jako jedno z zadań. Elfman i „Wiecznie zielona” leżeli wtuleni w siebie, a Laxus wyłożył się w drzwiach do łazienki. A tam młoda „Pani cienia” zobaczyła śpiącego w wannie Fried’a. W już naprawionej wannie. Kana leżała na drugim końcu pomieszczenia przytulona do beczki piwa. Najwidoczniej łazienka młodej brunetki przypadła jej do gustu. A jeśli obok jest beczka piwa to już jej nic do szczęścia nie potrzeba.

    4. A-chan

    OdpowiedzUsuń
  41. 1. Rozdział 2 - Porcelanowa laleczka.
    2. http://doko-desu-ka.blogspot.com/2012/11/rozdzia-2-porcelanowa-laleczka.html
    3. Podniosłam głowę, patrząc prosto w słońce. Południe. Warto byłoby zameldować się u kapitana, chociaż w sumie… Powoli skierowałam się w stronę baraków swojego oddziału. Nie chciałam tam być. Nie pasowałam tam. Ciągle szepcą, odwracają się ode mnie. ,,Spójrz na nią, co ona sobie myśli?” , ,,Widziałeś jej twarz? Ona się kiedykolwiek uśmiecha?” , ,,Podobno nie potrafi mówić” , ,,Dobrze, że nie mam z nią patrolu. Wyobraź sobie dzień z nią sam na sam!” , ,,Gdy na nią patrzę, mam wrażenie, że jest tylko pudełkiem. No popatrz na te oczy”, ,,Jest okropna, gorsza od hollowów!”. Minoru mówił, że wyglądam ślicznie, przypominam mu małą, porcelanową laleczkę. Dla nich też jestem laleczką. Małą i martwą lalką ze szklanymi oczami. Tak jak ona, jestem pusta w środku, a pustka zabija.

    OdpowiedzUsuń
  42. Autorki: Gabriela Milka
    Link: http://l-e---j-p.blogspot.com/
    Tytuł: Nie mów nic. Kocha się za nic.Nie istnieje żaden powód do miłości.
    Rozdział: 23. Hogsmeade i Bal.
    Cytat: — Au, Ruda! Swoim kościstym tyłkiem zgniatasz mi rękę! Nie NISZCZ MI FRYZURY!
    — Sam tego chciałeś!
    Siadłam na nim okrakiem i czochrałam jego włosy.
    — Wiesz, że Rogaty nie będzie zadowolony, kiedy się dowie co my wyprawiamy?
    — Ale my przecież nie robimy nic złego.
    Rozpięłam jego koszulę i zaczęłam jeździć palcem po jego nagim torsie.

    OdpowiedzUsuń
  43. www.uchiha-kyodai.blogspot.com

    Rozdział XXI

    Nagle z lewej strony musnęły moje ramię włosy. Obróciłem się w tym kierunku z zamiarem złapania ich, lecz wróg odskoczył. Cholera... Zdenerwowałem się i wskoczyłem na wyższe obroty. Doskoczyłem do niego, lecz on zaczął mnie atakować. Pomimo ciemności blokowaliśmy swoje uderzenia nawzajem, przez dobrych kilka sekund. Wróg na chwilę stracił czujność, którą ja szybko wykorzystałem - powaliłem go na plecy, w tym samym czasie układając pieczęcie i szepcząc:

    - Katon - ogień wylał się z moich ust i poleciał do góry. Zobaczyłem przed sobą dziewczynę, z długimi włosami - to wszystko tłumaczy.

    - Dość. Puść ją Sasuke - moja chakra utrzymywała kule ognia w górze, więc widziałem Madarę wychodzącego z cienia. Rzuciłem kule umiejętnie w taki sposób, aby pozapalały świece w całym pomieszczeniu. Dopiero w tym momencie puściłem dziewczynę, nawet na nią nie patrząc.

    - Widzisz. Jest tak, jak ci mówiłem - Madara nie skierował tego do mnie, lecz do czarnowłosej dziewczyny. Spojrzałem jej w oczy, będąc ciekawy jej reakcji, lecz mogę się założyć, że moja była ciekawsza. Zobaczyłem Sharingan'a z dwoma łezkami.

    Pozdrawiam
    Sheeiren Imai

    OdpowiedzUsuń
  44. Rozdział I
    http://oszukac-smierc.blogspot.com/2012/12/rozdzia-i.html


    - Też to czujesz?- zapytał w końcu, jakby z roztargnieniem. Nie odpowiedziała- Czujesz?!- był niecierpliwy, obrócił się, a ujrzawszy delikatny, pocieszający uśmiech, uspokoił się- Tak... Na pewno. Czułaś to szybciej niż ja. Byłem naiwny, wierząc, że nie reagując, będąc neutralnym, uratuję wioskę- westchnął, a dźwięk ten był pełen goryczy- Wybacz mi, że tego nie pojąłem wcześniej- ucichł by utrzymać powagę- Co tu właściwie robisz?- spytał najpogodniej jak w tej chwili umiał.
    [..]
    Położyła dłoń na jego ramieniu, spojrzała na bliznę, która ciągnęła się od nadgarstka aż po ramię. Potem swój surowy wzrok skierowała w oczy przyjaciela.
    Jak komicznie wyglądała ta scena! Liczący ponad metr i osiemdziesiąt mężczyzna ze spuszczoną głową i niemało niższa kobieta o dziecięcym wyrazie twarzy, która wlepia w niego groźne spojrzenie.

    OdpowiedzUsuń
  45. www.uchiha-kyodai.blogspot.com

    Rozdział XXII

    - Już znalazłem – zza szafki wyjął wcześniej wspomnianą przeze mnie koszulkę – nadal ci zimno?

    - Co znaczy nadal? – pytajniki w moich oczach wręcz migały.

    - Jak wczoraj wróciłem, to spałaś i też się trzęsłaś, więc cię jednym kocem przykryłem, a drugi wziąłem dla siebie – po tych słowach założył swoją niebieską koszulkę niestety, a ja chciałam jeszcze popodziwiać. Pominęłam to, że się mną zainteresował i spytałam.

    - Co chciałeś od tego gościa z tym sztyletem? – Raito zastygł w pół ruchu. Odpowiedział po kilkunastu sekundach.

    - Nie zastanawiałaś się, dlaczego nie ma ze mną Ache?

    To pytanie kompletnie zbiło mnie z tropu. Muszę przyznać, że w ogóle o tym nie pomyślałam. Ten idiota jakoś kompletnie wyleciał mi z głowy.

    - Co się z nim stało? – odpowiedziałam cicho.

    - Tym sztyletem posługiwała się osoba, która go zabiła.

    OdpowiedzUsuń
  46. Rozdział 3
    http://zostan-ze--mna.blogspot.com/2012/12/rozdzia-3-czyli-traktat-o-oczach.html
    Fragment:

    - Nie udawaj! Mów! Kto to jest? Jak wygląda? Ile ma lat? – zalała ją potokiem pytań, a Hermiona przełknęła tosta, uspakajając przyjaciółkę rękoma.
    - Hej, hej, hej! Uspokój się, bo sobie coś zrobisz, wymachując tak rękoma – powiedziała ze śmiechem Granger. – Nie wiem, o czym mówisz, więc proszę – oświeć mnie!
    Sophie westchnęła, uspakajając się i powstrzymując przed kolejnym wybuchem niekontrolowanej ciekawości.
    - O powód twojej radości – odparła już całkiem spokojnie dziewczyna, nalewając sobie soku. Kiedy znów zauważyła to zdziwienie na twarzy Hermiony, dodała: - Ja widzę, Hermiono. Znam cię. Ostatni raz wyglądałaś tak, kiedy Krum zaprosił cię na bal!

    OdpowiedzUsuń
  47. Prolog
    http://loki-laufeyson.blogspot.com/2012/12/prolog.html
    Miała brylować w towarzystwie i być lwicą salonową, a jedyna na co teraz poluje to Avangers, SHIELD i okazjonalnie jakiś łakomy kąsek płci męskiej, na przykład Tony Stark. Tak zwany biznes rodzinny. Mafia. Zdejmuje rękawiczki i jednym kosmykiem włosów naciska hasło przy drzwiach. I tak, jest mutantką. Raczej jej włosy są. Zmutowane.

    OdpowiedzUsuń
  48. 1. Rozdział 7
    2. http://aya-i-mia-fairy-tail.blogspot.com/2012/12/rozdzia-7.html
    3. -Emm… Aya-san?
    -Hmm? O co chodzi Ever?
    -Pociąg…
    -A tak! Jasne! Emm… Kin… Ty też idziesz.
    Mówiąc to chwyciłam zdziwionego chłopaka pod ramię i pociągnęłam za sobą, a Ever ruszyła obok tuż za nami. Wsiedliśmy do tej puszki w ostatniej chwili. Pociąg ruszył, a my w nim. […] Zawsze lubiłam słuchać i obserwować mojego znajomego blondyna. Uśmiechnęłam się leciutko. Ten moment Kin wybrał aby na mnie spojrzeć.
    -O! Nie wiedziałem, że moja osoba wzbudza w tobie, aż takie wspaniałe emocje! Wiem, że jestem boski, ale bez przesady!
    Zachichotałam.
    -Nie miej o sobie tak wielkiego mniemania, mój drogi!
    -O! „Mój drogi”? Czyżbym awansował? Ostatnio nazwałaś mnie „Irytującym, kochanym draniem”!
    -Skoro uważasz, że to awans… To nie będę cię wyprowadzać z błędu… - uśmiechnęłam się złośliwie, a chłopak udał obrażonego. […] Najwyraźniej moje „złotko” uznało, że wciąż za mało oberwało, bo znowu się pojawiło i co gorsza… Odezwało! Zabiję!
    -Kiiiiinnnn-chan~!
    -O fuck! A-ayuś… Ja cię przepraszam… j-ja myślałem… - chłopak zaczął się powolutku wycofywać z budynku, a ja… uśmiechnęłam się złowrogo
    -To nie myśl… - tu zbliżyłam się do niego - bo ci to coś nie wychodzi!
    Już po chwili „złoty idiota” leżał z głową wgnieciona w podłogę. Ta… Zgadza się… Powodem tego był mój kochany bucik. Mój wzrok mówił jedno: „zabić”, a na ustach gościł przerażający uśmiech. Zaśmiałam się jak psychopata przed pokrojeniem ofiary. Na co ta (niedoszła na razie) drgnęła. Najwyraźniej blondi przypomniał sobie czym grozi zbytnie wyprowadzanie mnie z równowagi.

    OdpowiedzUsuń
  49. 1. Rozdział 3
    2. http://serce-puchona.blogspot.com/2012/12/03-narzeczona-hagrida.html
    3.
    Zastanawiam się, co by było gdybym wtedy wiedziała jak to wszystko się potoczy. Czy zmieniłabym to?
    Człowiek nigdy nie wie dokąd zaprowadzi go podjęta wcześniej decyzja, jaki wpływ będą miały wypowiedziane słowa.
    Czy gdyby dostał szansę i mógł wiedzieć... Zmieniłby przyszłość?

    OdpowiedzUsuń
  50. Autor: Gabriela Milka
    Adres: l-e---j-p.blogspot.com
    Cytat: Nie mów nic kocha się za nic. Nie istnieje żaden powód do miłości
    24. Zemsta Dantego.
    Opis: Wyszczerzył się, wziął mnie pod ramie i zeszliśmy na dół.
    U progu salonu szepnął mi do ucha:
    — Dlaczego dziewczyny w mojej szkole nie mają takich mundurków?
    Za co dostał w głowę.
    — Może dlatego, że chodzisz do szkoły dla chłopców?
    — Zapomniałem.
    — Chyba, że chciałbyś widzieć facetów w spódniczkach. Nie polecam tego widoku.

    OdpowiedzUsuń
  51. Autorka: Sheeiren Imai
    Kin z Otogakure
    Adres: http://kin-z-otogakure.blogspot.com/2012/12/rozdzia-xxv.html
    Rozdział XXV

    Nagle po lewej stronie zauważyłam ruch. Kucnęłam i schowałam się za kominem najbliższego domu. Wilczyca naturalnie wtopiła się w białe tło, siedząc obok. Zza drzew wyłonili się zauważeni przed chwilą shinobi - w parach. W pierwszej zauważyłam Roshi’ego i jakąś dziewczynę. Biegli zmierzając w stronę dziedzińca. Nie spuszczając ich z oczu również pobiegłam w tamtym kierunku. Zatrzymałam się na dachu budynku znajdującego się na granicy rynku i zamarłam.

    Setki ludzi klęczało na zimnym bruku, z głowami pochylonymi w dół. Wokół nich szczelnie oplatał ich łańcuszek ninja Dota. Nikt się nie odzywał, a tylko ryk wiatru docierał do moich uszu. Nagle jedna kobieta upadła, nie wstała. Żaden człowiek obok, nawet się nie ruszył, żeby jej pomóc. Sonea widząc mój rozbiegany i przestraszony wzrok, trąciła nosem moje ramię, próbując dodać mi otuchy. Shinobi zniknęli z mojego pola widzenia. Nigdzie nie widziałam dzieci. Gdzie one są? Kompletnie nie wiedziałam, co robić. Niby w jaki sposób miałam się dostać do brata?

    OdpowiedzUsuń
  52. 1. Rozdział 6.
    2. http://you-can-follow-me.blogspot.com/2012/12/rozdzia-6.html
    3. Rozbudziłam się dość wcześnie, zerknęłam na zegarek na którym wskazówka pokazywała szóstą. Nie czułam się wypoczęta, okropnie bolała mnie głowa i miałam zaropiałe oczy. Nadszedł wreszcie ten dzień, dzień w którym miałam wyjść z tych białych czterech ścian przesiąkłych zapachem chemikaliów i pleśni. Rozejrzałam się po pokoju i poczułam kropelkę spływającą po prawym policzku. Zamknęłam oczy i spróbowałam wymazać wszystkie myśli, ale one i tak sprowadzały mnie do sytuacji z mojego snu, który przeżyłam kilka godzin wcześniej. Dominic. We własnej wyobraźni sprawiłam, że moje największe marzenie się spełniło. Był tak blisko, czułam jego zapach, jego dotyk, słyszałam jego szept. Dotknęłam palcem ust, na których złożył swój pocałunek. Czułam się dziwnie, zdawało mi się, że zwariowałam. Fantazjowałam o chłopaku mojej przyjaciółki, która chyba by mnie zabiła, gdyby się o tym dowiedziała. Była przecież w niego tak wpatrzona, że nie zdołałaby się nim podzielić. Wzięłam głęboki wdech, aż zakręciło mi się w głowie.

    -Wszystko w porządku?-

    4. Ada Howard

    OdpowiedzUsuń
  53. 1. Czwarty rok
    2. http://who-will-protect-me.blogspot.com/
    3.
    - Alice chyba całkiem nieźle sobie radzi jako ścigająca – postanowiła w końcu zagadać do Franka Longbottoma.
    - Taak, jest niesamowita – odpowiedział rozmarzony. – To znaczy, radzi sobie niesamowicie dobrze jak na pierwszy mecz – dodał szybko poważniejąc. Lily jednak dobrze wiedziała co znaczyło to przejęzyczenie. Postanowiła iść za ciosem i pociągnąć ten temat.
    - Wiem, że będzie jej bardzo miło, jeżeli powiesz jej to po meczu – oznajmiła znacząco.
    Frank odwrócił głowę w jej stronę i wpatrywał się w nią przez chwilę. W jego oczach widziała iskierkę nadziei. Lily uśmiechnęła się szeroko i lekko skinęła głową.

    4. Eternal Dreamer

    OdpowiedzUsuń
  54. Autorka : Sheeiren Imai

    Adres: http://uchiha-kyodai.blogspot.com/2012/12/rozdzia-xxiii.html

    Uchiha Kyodai

    Rozdział 23

    - Co cię tak śmieszy? – warknąłem odwracając się do niej przodem.

    - Już nie pusz się tak, bo ci zaszkodzi – powiedziała słodko, mrugnęła okiem i machnęła ręką.

    - Chcesz koniecznie kupić większy bandaż? – znalazłem się przy niej natychmiast, przykładając jej katanę do szyi. Gdybym się dłużej zastanowił, doszedłbym do wniosku, że ostatnio często mi się to zdarza. Ale kogo to obchodzi? Już miała otworzyć usta, żeby mi się odszczeknąć, lecz właśnie wtedy zza rogu wypadła Karin wrzeszcząc:

    - Gomen Sasuke-kuuuuun! – nie minęło dziesięć sekund, odkąd ją dzisiaj ujrzałem, a już w kilku pierwszych mam jej dosyć – a.co.wy.tu…? - wydukała.

    - Nie twój zasrany interes – docisnąłem katanę do tego stopnia, że rozcięła bandaż. Ciała dziewczynie nie uszkodziłem. Po co mam słuchać przez całą drogę i jej marudzenia? Wystarczy upierdliwa Karin. Ona tak jak ostatnio, z udawaną godnością „odkleiła” się od ściany i poprawiła kaburę na udzie.

    - Gdzie byłaś Ruda? – mruknęła z już bardziej znudzoną miną, zakładając ręce na piersi.

    - Tylko nie Ruda! – nie dość, że przefarbowała się na okropny kolor gorszy niż oryginał, to jeszcze w tej chwili jej twarz przypominała odcieniem włosy, co wyglądało ohydnie, jak cała ona z resztą.

    Kategoria: Fanfiction / Manga& Anime

    OdpowiedzUsuń
  55. - Rozdział II
    - Nikumu
    -" Sakura nie ma już sił by stać.
    Widzę, jak upada w dół, a ostatnim gestem chwyta moją koszulę i ciągnie mnie za sobą. Nie ma w tym geście nic pięknego, sentymentalnego. Jedynie rozpaczliwy, straszny romantyzm. Gałąź wbija się w miękką, bagnistą ziemię, przybijając ciało do gruntu. Jak obraz do ściany... Wiszę nad nią. Ona otwiera usta, jak ryba, która pragnie wody. Zaciska bardziej palce na moim ubraniu, jakby obawiała się, że umknę. Nie przejmuj się... Skoro nie wróciłem, to i drugi raz odejść nie mogę. Nie umiesz umierać, choć robisz to niepierwszy raz..."

    -http://oszukac-smierc.blogspot.com/2012/12/rozdzia-ii.html

    OdpowiedzUsuń
  56. Adres: http://avengers-somethingnew.blogspot.com/2012/12/rozdzia-3.html

    Rozdział 3

    "- Bez żadnych wstępów i zbędnej paplaniny: znaleźliśmy Lokiego.- gwałtownie wciągnęłam powietrze do płuc. Tak jak większość, byłam zaskoczona. Z tą różnicą, że ja niezbyt mile.
    - Gdzie?- agentka Romanov od razu przeszła do rzeczy.
    - Puente Antiguo w Nowym Meksyku- odpowiedział Bruce, a ja poczułam się, jakby ktoś wylał mi na głowę kubeł zimnej wody. Przecież to właśnie w tamtym miasteczku mieszka Jane!"

    OdpowiedzUsuń
  57. Rozdział I.
    Link: i-always-choose-you.blogspot.com/2012/12/chapter-i_30.html

    "Elena zmarszczyła czoło; po chwili wiedziała już skąd dochodzą głosy. Podbiegła do okna na końcu korytarza i dyskretnie przez nie wyjrzała. Byli tam. Zdenerwowani, patrzyli na siebie złowrogo. A potem usłyszała coś, co jeszcze bardziej zakłóciło jej racjonalne myślenie. Coś, co wiedziała już wcześniej, ale nadal wywierało na niej ogromne emocje."

    :)



    OdpowiedzUsuń
  58. Numer rozdziału: 4
    http://zostan-ze--mna.blogspot.com/2012/12/rozdzia-4-czyli-o-sztormach-i-burzach.html
    Fragment:
    - Czego szukasz?
    - Ukojenia, Charlie – odparła cicho. – Ukojenia dla własnych myśli.
    - Prosisz – masz! Oto jestem, o pani, na twe życzenie! – powiedział chłopak radosnym tonem, przyciągając ją do siebie.
    - Przestań – mruknęła, wyrywając mu się. – To nie pora na żarty.

    OdpowiedzUsuń
  59. 1.Rozdział trzeci
    2.http://sladamilapy.blogspot.com/2013/01/rozdzia-trzeci.html
    3. Rozejrzała się wokół siebie. Antykwariat pogrążony był w półmroku. Jedyne źródło światła stanowiły unoszące się w powietrzu zielone świece. Na zakurzonych regałach i stolikach leżały zakurzone księgi, zakurzone serwisy to herbaty, zakurzone, czteroramienne świeczniki z barokowymi rzeźbieniami, zakurzone buteleczki z niezidentyfikowaną zawartością... Jednak zdecydowanie najwięcej było książek. Małych i dużych; tych wielkości znaczka pocztowego i tych tak ogromnych, że przypominały kufry, obok których leżały; były tu tomy tak zakurzone, że nie można było dostrzec tytułu i takie, które najwyraźniej ktoś – najprawdopodobniej Mary – przeglądał, bo warstewka brudu miała najwyżej dwa dni.
    — Jest... klimatycznie — wyszeptała Lily.

    OdpowiedzUsuń
  60. 1. Rozdział 8
    2. http://aya-i-mia-fairy-tail.blogspot.com/2013/01/rozdzia-8.html
    3. "O godzinie 15 postanowiłam, że w końcu wybiorę się do gildii. Nawet nie patrząc przed siebie, weszłam do budynku i usiadłam koło Kany z kieliszkiem w ręce.
    -Weź mnie poratuj paroma kieliszkami, bo mnie coś zaraz trafi.
    -Pewnie!
    Alberona nalała mi alkoholu, a po drugiej szklance obok pojawił się uśmiechnięty Kin. Z Mią przyklejoną do nogi.
    -Wiesz… Właśnie dowiedziałem się ciekawej rzeczy.
    -Jakiej znowu?
    Chłopak wyszczerzył się jeszcze bardziej i pokazał zdjęcie z festiwalu, gdzie całowałam Laxusa.
    -Nie mówiłaś, że masz faceta!
    -Bo nie mam. Nie wyciągaj pochopnych wniosków. Równie dobrze moi dzisiejsi gości mogliby powiedzieć coś podobnego. A chyba tego nie chcesz.
    -Ha-hai…"
    [...]
    "Walka trwała już naprawdę długo. Zarówno my, jak i nasi przeciwnicy byliśmy padnięci. Aya walczyła z dwójką z nich i jednocześnie chroniła klienta. Co było naprawdę trudne i zabierało jej mnóstwo sił. W końcu udało mi się pozbyć jednego z moich przeciwników. Ayi również. Jednak nie była wstanie odeprzeć ataku drugiego z nich. Nie namyślając się nawet przebiłem, drugiego z walczących ze mną magów, na oślep i rzuciłem się na pomoc Ayi. Wiedziałem, że nie będę w stanie sparować ataku. Zasłoniłem więc ją własnym ciałem, w momencie kiedy ostre kamienie praktycznie dotarły do celu. Bronią mogłem tylko zmniejszyć swoje obrażenia. Poczułem ból. Następnie usłyszałem już tylko krzyk tej czarnowłosej cholery i widok wciąganego w otchłań maga ziemi. Potem była tylko ciemność."

    OdpowiedzUsuń
  61. Rozdział ósmy
    http://agonia-duszy.blogspot.com/2013/01/rozdzia-osmy.html

    Są trzy negatywy tego, jeżeli można to tak określić, spotkania. Po pierwsze - tu skrzywiła się nieznacznie. - jest mi niedobrze od tych wszystkich dropsów, które we mnie wcisnął Dumbledore.
    - A kolejne dwa? - warknął Syriusz.
    Zmrużyła oczy
    - Przestań na mnie warczeć, Syriuszu. - syknęła.
    - Dlaczego to zrobiłaś?!
    - Zjadłam tyle dropsów? Sam wiesz jaki jest Dumbledore...
    - Dobrze wiesz o co mi chodzi! Dlaczego wzięłaś na siebie całą winę?!

    więcej na
    http://agonia-duszy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  62. Adres: http://l-e---j-p.blogspot.com/2013/01/25-ja-to-mam-zawsze-pecha.html
    Rozdział: 25. Ja to mam zawsze pecha.
    Fragment: Całował tak dobrze, jak pamiętałam. Co ja mówię?! Lepiej! Czułam się jak w transie i nawet nie zaprotestowałam, kiedy pociągnął za bluzkę i odpadły z niej wszystkie guziki. Ściągnął ją. Więcej, zaczęłam rozpinać jego koszulę i teraz był tylko w spodniach.
    Jego dłonie pieściły moje ciało, a nasze języki odstawały dziki taniec.
    Nie potrzebne były nam słowa, aby wyrazić co teraz odczuwaliśmy. Pocałunki mówiły same za siebie. Wiedziałam, że Potter mnie kocha, pragnie, a nasze rozstanie było dla niego wielką karą, która właśnie została przerwana i wszystko będzie jak daw…

    OdpowiedzUsuń
  63. 1. X Puch, czarownica i deklaracja
    2. http://dra-miona.blogspot.com/2013/01/x-puch-czarownica-i-deklaracja.html
    3. Hermiona pojawiwszy się wśród małej grupki opuszczającej klasę, dostrzegła chłopaka, lecz jej wzrok nie spoczął na nim na dłużej. Ruszyła samotnie korytarzem w kierunku schodów. Wyładowana książkami torba dyndała jej na ramieniu. Malfoy zrównał się z dziewczyną, która nawet nie zaszczyciła go spojrzeniem. "Do trzech razy sztuka, a potem przestanę liczyć" pomyślał Ślizgon.

    OdpowiedzUsuń
  64. Rozdział XXIV
    www.uchiha-kyodai.blogspot.com

    Ramię w ramię weszliśmy do środa czujnie rozglądając się na boki. Znaleźliśmy się w obszernym, białym holu. Pod ścianami w rzędach były ustawione krzesełka. Wszędzie krzątały się pielęgniarki w bladozielonych kitlach, co chwilę krzycząc do siebie jakieś niezrozumiałe dla mnie słowa. Jako, że pomieszczenie było świetnie oświetlone, a ja będąc ubrany w czarne spodnie i koszule „trochę” wyróżniałem się na tle jasnego otoczenia, jak najszybciej chciałem to załatwić. Ignorując spojrzenia personelu podszedłem do recepcji i spytałem:

    - Gdzie leży Sakura Haruno? – na mój głos kobieta za biurkiem drgnęła, bacznie lustrując mnie swoimi brązowymi oczyma. Okulary zjechały jej na nos, tworząc dość śmieszne zjawisko.

    OdpowiedzUsuń
  65. XI Rumieńce, krzyki i kuchenna sherry
    http://dra-miona.blogspot.com/2013/01/xi-rumience-krzyki-i-kuchenna-sherry.html

    Hermiona rozejrzała się dookoła, dostrzegając jak duże zrobiło się zbiegowisko. Najwidoczniej krzyki zdziwaczałej nauczycielki dotarły do wielu uszu. Teraz ci wszyscy uczniowie przeciskali się między sobą, żeby jak najszybciej znaleźć się w swoich przytulnych pokojach wspólnych. Zrobił się przy tym mały harmider i zamieszanie.
    Dziewczyna spojrzała na Dracona. Musiała go o coś spytać, o coś bardzo ważnego, co nie dawało jej spokoju, lecz w tych warunkach każdy mógł usłyszeć jej pytanie, a i rozmowa nie zdawała się należeć do najłatwiejszych.
    - Jutro na eliksirach… - starała się przekrzyczeć hałas - … musimy porozmawiać.
    Zanim którekolwiek z nich zdążyło coś więcej powiedzieć, tłum Gryfonów i Krukonów podążających po schodach w górę, wciągnął ze sobą Hermionę.

    OdpowiedzUsuń
  66. 1. Rozdział 4

    2. http://avengers-somethingnew.blogspot.com/2013/01/rozdzia-4.html

    3. " Szczerze ? Gdybym nie znała mitologii, a on miałby na sobie inny strój, pomyślałabym, że jest niesamowicie przystojnym aktorem bądź kimś równie bogatym i sławnym.
    A to był jedynie bóg z Asgardu, Loki."

    OdpowiedzUsuń
  67. Rozdział 3
    http://oszukac-smierc.blogspot.com/2013/01/rozdzia-iii.html

    "Sasuke stał za drzewem, ciesząc się faktem, że obserwowany przez niego Tobi nie jest w stanie go wyczuć. Kłamstwo, którym był żywiony przez tego człowieka, jak i przez Madarę – członków jego klanu, pękło w nim w końcu za sprawą usłyszanych słów. Jak bańka mydlana, wylewając wciąż nowe gorycze, złości i nieznane dotąd pragnienia,
    Teraz przez tę gorycz obserwował postać oszusta, który pod murem wioski wydawał się być mały i słaby, taki sam jak Sasuke. Zapora, choć była dziurawa, utrzymywała na swym szczycie postać. Stał tam mężczyzna, pełen dumy. Zdawał się być gotowym na wszystko. Sasuke, rozpoznając w nim dawnego mistrza, wciągnął głośno powietrze. To był Kakashi Hatake, słynny wojownik, o którym już niemal zapomniano. Wiatr rozwiewał jego strój, którym tak stał – lekko splamiony czarną już krwią. Nie sposób nie przyznać – wyglądał jak bohater, który pojawia się w najwłaściwszym momencie. "

    OdpowiedzUsuń
  68. XII Promyki, przesyłki i bolesna strata
    http://dra-miona.blogspot.com/2013/01/xii-promyki-przesyki-i-bolesna-strata.html
    Im bardziej zagłębiała się w treść listu, tym bardziej jej ręka z niedojedzonym tostem opadała na stół. Niedowierzające oczy przesuwały się po linijkach tekstu napisanego czarnym atramentem. Jakby z oddali dobiegały słowa Rona.
    - Mama przesyła wam pozdrowienia. Pisze, że… - głos chłopaka stawał się coraz mniej wyraźny, zlał się z panującym dookoła hałasem.
    Hermiona jeszcze raz przeczytała wiadomość, szukając jakiegoś dowcipu, który ukrył się między wierszami, którego wcześniej nie dostrzegła. Niestety, tym razem również go nie znalazła.
    [...]
    List mimo, że był niewielkich rozmiarów, ciążył w ręce dziewczyny niczym ogromny głaz. Uczniowie obojętnie przechodzili koło niej. Czas się zatrzymał, stale gnając do przodu. Kolejne tsunami pochłaniało Japonię, kolejny huragan udał się na spacer po miastach Stanów Zjednoczony. Lecz teraz była w Wielkiej Brytanii, mlekiem i miodem płynącej zielonej Brytanii.

    OdpowiedzUsuń
  69. Numer rozdziału: Dwa - Alternatywne wykorzystanie magii
    BEZPOŚREDNI ADRES do rozdziału: http://hogwart-wolf.blogspot.com/2013/01/dwa-alternatywne-wykorzystanie-magii.html
    Krótki opis lub fragment rozdziału: [..]Oczy i gorąca czekolada! Błeh. Przecież tak naprawdę ten facet to nic takiego. Po prostu jest pierwszym młodym nauczycielem i ma fajny zarost. I klatę. To pociąga. Zacisnęła pięść. Nie interesował jej. To tylko nauczyciel. Bez Julie czuła się samotna. Zwłaszcza mając na głowie swoją Sprawę. Nie mogła nikomu nic powiedzieć, jeszcze nie. To był jej problem i musiała poradzić sobie z nim sama. Zresztą Robert za bardzo lubił mówić, a Julie? Powiedziałaby Robertowi. Nie czuła się z tym dobrze, to byli jej przyjaciele, jednakże... Musiała o nich dbać, nie mogli wiedzieć. Na razie miała jedno zadanie do wykonania. Już niedługo, tylko rok i punkt kolimacyjny planu będzie możliwy.[..]

    OdpowiedzUsuń
  70. numer rozdziału: 28
    adres rozdziału: http://hermiones-diary.blogspot.com/2013/01/28.html
    fragment rozdziału: Dokładnie o północy Hermiona i Draco czekali już na szczycie najwyższej wieży Hogwartu. Trzęsąc się z zimna wypatrywali w drzwiach postaci dwóch niemalże przezroczystych mężczyzn, unoszących się nad ziemią.
    Gwiazdy tej nocy świeciły nadzwyczaj mocno, zwiastując dobrą pogodę na kilka najbliższych dni. Pomimo ogromnego chłodu czekali cierpliwie z nadzieją, że być może ich poszukiwania nabiorą wreszcie jakiegoś kierunku.
    Gryfonka szczelniej okryła twarz beżowym szalikiem mając nadzieję, że to chociaż odrobinę uchroni jej skórę przed ogromnym mrozem. Malfoy natomiast stał niewzruszony, oparty o kamienną barierę osłaniającą taras. Nagle zerwał się silny wiatr, którego nie sposób było pomylić z niczym innym. Ten rodzaj podmuchu zwiastował tylko i wyłącznie przebywanie w pobliżu ducha. No, może kilku duchów, biorąc pod uwagę siłę powiewu.

    OdpowiedzUsuń
  71. Rozdział XXV

    http://uchiha-kyodai.blogspot.com/2013/01/rozdzia-xxv.html

    - Już dawno straciło wszystkie swoje wartości – powiedziała głosem, tak bardzo innym od tego, który zapamiętałem.

    Zerwał się wiatr, na co moja siostra jeszcze bardziej zatrzęsła się z zimna. Ktoś się do nas zbliżał. Wyczułem go już dawno, lecz zignorowałem ten fakt na korzyść Dyary. Ona była natomiast już tak słaba, że nie była w stanie rozpoznać nadchodzącego zagrożenia. Obiekt zbliżał się nieuchronnie w naszą stronę. Po chwili okazał się być nim chłopak, który natychmiast złapał zziębniętą dziewczynę, gdy ta miała właśnie upaść.

    - A ty to kto? – spytałem. Mam to wszystko w dupie. Muszę wrócić do kwatery i to wszystko dobrze przeanalizować.

    - Jestem jej kompanem z drużyny – wysoki, dobrze zbudowany brunet, trzymał Dyarę w mocnym uścisku, nie mając zamiaru jej puścić zapewne.

    OdpowiedzUsuń
  72. Numer rozdziału: Rozdział 6, czyli "Świąteczne zagadki"
    http://zostan-ze--mna.blogspot.com/2013/01/rozdzia-6-czyli-swiateczne-wypadki.html
    (...) - Ugh! – warknęła, kiedy znalazła się już w korytarzu. – Strasznie ślisko, zimno i do tego wszystkiego wieje! – żaliła się wieszakowi, który stał w hallu. – Po prostu UGH! – mruknęła, ściągając buty.
    - Też się cieszę, że cię widzę, Hermiono! – powiedział rozbawiony Harry. Hermiona podskoczyła na jednej nodze, przestraszona.
    - Harry, ile razy mam ci powtarzać, że masz mnie nie straszyć?!
    - Nie mam zamiaru cię straszyć. Po prostu, ty zawsze mruczysz coś do siebie i nie słyszysz, że idę. Nie zganiaj na mnie(...)

    OdpowiedzUsuń
  73. XIII Śmierć, kafel i rzeczy ulotne

    http://dra-miona.blogspot.com/2013/01/xiii-smierc-kafel-i-rzeczy-ulotne.html

    - Gdyby ktoś na początku września powiedziałby mi, że ty i ja staniemy się przyjaciółmi, wyśmiałabym go i skierowała na przymusowe leczenie. – Hermiona wyciągnęła dłoń i pozwoliła, by na jej palcach osiadły drobne płatki śniegu. Przyjrzała im się z fascynacją i powiedziała: - Piękne, prawda? Takie delikatne, różne od siebie pod każdym względem, samotnie nic nie znaczące krople zakrzepłej pary wodnej. Ale jeśliby je połączyć – zetknęła czubki palców ze sobą, na których leżały białe gwiazdki – mogą stworzyć coś niesamowitego i potężnego… lawinę śnieżną. – Ścisnęła mocniej opuszki i pozwoliła, by drobinki śniegu roztopiły się. – Albo mogą wzajemnie się zniszczyć, jeśli zbyt gwałtownie je zechcemy scalić – westchnęła i opuściła rękę, strzepując z niej kropelki wody. – Nie uważasz, że to się dzieje zbyt szybko?

    OdpowiedzUsuń
  74. Rozdział Piąty
    http://amor-vincit-omnia-carpe-diem.blogspot.com/2013/01/rozdzia-5.html
    - Chuck pukałam. - mówię prawie szeptem. - Wszystko dobrze ?
    - Nic nie jest dobrze, Grace. - jego głos jest przesycony smutkiem. Otwiera po woli oczy. Dwie brązowe tęczówki obserwują mnie. Przechodzi mnie dreszcz niepokoju. Przecież wiem, że nie jest dobrze. Myślenie o tym nie pomoże.
    - Jakoś to będzie. - robię kilka kroków do przodu i uśmiecham się blado. W jego oczach nie widzę nadziei. Czyżby Kapitol mu ją zabrał ?
    - Nie kłam Grace, za dobrze cię znam. - wzdycha. To prawda. Ten chłopak bardzo dobrze mnie zna, choć przyjaźni się jakoś nie pełne dwa lata.
    - A co mam powiedzieć ?! Że umrzemy ! To cię zadowoli ! - krzyczę, a dłonie mi się trzęsą.
    - Nie krzycz. - szepcze.
    - Przepraszam. Ale czego ode mnie oczekujesz ? - pytam, a głos mi drży. Nie potrafię się uspokoić.

    OdpowiedzUsuń
  75. Trzy - Gdy zatańczy wilk z niedźwiedziem
    http://hogwart-wolf.blogspot.com/2013/01/trzy-gdy-zatanczy-wilk-z-niedzwiedziem.html

    [..]Gdy wracała z łazienki, czuła na sobie wzrok kilku wałęsających się bez celu uczniów płci męskiej. Właściwie to czuła go na swoim tyłku w przykrótkawej spódniczce. Na dodatek zapomniała butów i biegła przez korytarz w wełnianych kapciach z wielkimi różowymi pomponami. Co rusz czuła, jak powietrze, wywołane ucieczką od wścibskich oczu, podrzuca czarny materiał w górę. Zgrzytała zębami i przeklinała na Julie. [...] Gabriel uścisnął pomarszczoną dłoń siwego staruszka i skłonił głowę:
    - Zdrawstwujtie - powiedział szybko z rosyjskim zaśpiewem. Nikt dokładnie nie zna lokalizacji Durmstrangu, jednak mówi się tam po rosyjsku, a Gabryś, jako wychowanek Syberii był zmuszony do nauczenia się tego języka. Dlatego też czasem mówiąc po angielsku zajeżdżał obcym akcentem. Na twarzy staruszka odbiło się zdziwienie pomieszane z radością. Nie mógł się spodziewać, że ktoś powita go w jego ojczystym języku.[...]

    OdpowiedzUsuń
  76. Rozdział XXVI

    http://kin-z-otogakure.blogspot.com/2013/01/rozdzia.html

    zrozumienie słów, które przekazał mi kiedyś Roshi. Doto naprawdę kochał naszą matkę… Ocknęłam się nie chcąc szukać kolejnych nazwisk i symboli. Nie miałam na to czasu i po prostu tego nie chciałam… Pchnęłam wielkie wrota, zużywając przy okazji sporo siły. Do moich uszu doleciał odgłos dawno nieoliwionych zawiasów. Weszłam do środka. Drzwi się za mną zamknęły, a ja nadal obolała, zmęczona i zziębnięta stałam w tej samej pozycji. Przede mną rozpościerał się piękny widok. Obszerna komnata tonęła w ciemnościach, a widziałam coś jedynie dzięki świecom. Wszystko było tu zrobione z lodu. Ściany, podłoga, tron, który znajdował się jakieś dwadzieścia metrów ode mnie. Sople zwisające z sufitu lśniły i odbijały promienie tworząc czarujący, zapierający dech w piersiach krajobraz. Lecz nawet dzięki temu nie widziałam za wiele. Nie czułam chakry mojego wroga, nie czułam nic.

    Zaraz się spotkamy, zaraz się spotkamy, czekaaam!

    Ruszyłam do przodu, w każdej chwili gotowa do ataku, jak i obrony. Czujnie rozglądałam się na boki. Ślizgałam się po nawierzchni nie będąc pewna swych kroków. Już tuż tuż… Naszły mnie wątpliwości. Czułam się jak małe dziecko, pozostawione na pastwę losu, ponieważ zgubiło mamusię. Prawdę mówiąc to prawda, lecz daleko mi do dziecka, a bliżej do dorosłej kobiety. Nie zmieniało to jednak faktu uderzającego we mnie strachu. Wiesz, gdzie jestem? Tego pytania nie potrafiłam już zignorować. Wiesz?

    - Tutaj!

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  77. 1. Rozdział 9
    2. http://aya-i-mia-fairy-tail.blogspot.com/2013/01/rozdzia-9.html
    3. Na horyzoncie pojawiła się kolejna złota czupryna. Tym razem jednak moje oczy zabłysły niebezpiecznie i już po chwili Kin leżał obok krzesła, na którym siedziałam. Dokładnie – leżał… z twarzą przy podłodze. Jakim cudem? Otóż wiedząc, że wstanie z miejsca mogło się skończyć tragicznie w skutkach, użyłam magii co by tu tego debila ściągnąć.
    -Ayuś?
    -Kin~!
    Tak! Oto wspaniały, słodki i dźwięczny głos Ayi! Złowrogi głos… Już się miałam wydrzeć na tego debila, kiedy w powietrzu obok nas pojawił się płomień. Zielony płomień. A w płomieniu pojawiła się kartka. Materiał opadł na ziemię lekko przypalony, a samo „światełko” zniknęło. Oczy moje i Kin’a rozszerzyły się. Natychmiast wytrzeźwiałam. Natsu już miał chwycić „to coś”, ale uprzedziłam go i z lekko drżącymi rękami rozłożyłam kartkę. List, a raczej wiadomość, przeraził mnie. A raczej jego treść zapisana eleganckim, czarnym atramentem. Z każdym słowem w moich oczach było coraz więcej szoku. Kiedy dotarłam do końca… spuściłam głowę, a grzywka opadła mi na oczy. Kin wyciągnął mi list z ręki i również przeczytał. Jego reakcja była podobna. Dotąd wesoły uśmiech zniknął. Chwyciłam go za rękaw nawet nie podnosząc głowy. Ten popatrzył na mnie zbolałym wzrokiem. Mruknął coś, że musimy na pewien czas wyjść i skierował się do wyjścia. Nie puszczałam go nawet na chwilę. Mia chciała coś zrobić, powiedzieć, ale widząc wzrok blondyna zrezygnowała. Dopiero po chwili zorientowałam się, że Kin upuścił gdzieś kartkę. Nie martwiłam się o to, bo wiedziałam, że i tak spłonie.

    OdpowiedzUsuń
  78. Epilog
    Kin z Otogakure
    www.kin-z-otogakure.blogspot.com

    Wszystko przemija, nic nie jest wieczne. Ludzie odchodzą, by już nigdy nie powrócić. Zostają po nich tylko nagrobki, które za każdym razem gdy na nie patrzę przypominają mi o was. Nie da się zapomnieć waszych twarzy, wymazać wspomnień. Nie byliście epizodem w moim życiu, lecz jego dużą częścią. Tęsknię za wami każdego dnia. Choć ciebie Kin znałem dość krótko, naprawdę byłaś dla mnie siostrą, o której zawsze marzyłem. Spełniłaś wszystkie moje wymagania, a uwierz, że poprzeczkę ustawiłem dość wysoko.

    Shen... od zawsze byliśmy razem. Wychowywaliśmy się obok siebie. Ramię w ramię kroczyliśmy przez życie. Uwierzysz, że nadal pamiętam słowa, które wypowiedziałeś w Konoha? Mówiłeś je chyba do siebie, ale stałem obok, a takiego monologu nie sposób przepuścić wolno...

    OdpowiedzUsuń
  79. Uchiha Kyodai
    www.uchiha-kyodai.blogspot.com

    Rozdział XXVII
    Nikt nie wybiera sobie talentów, rodziców i przeszłości.
    Te trzy rzeczy warunkują twoje życie.
    Gdy sobie to uświadomisz, nagle zdajesz sobie sprawę,
    że wiele rzeczy od ciebie nie zależy,
    że jesteś bezbronny wobec tych czynników.

    OdpowiedzUsuń
  80. Rozdział 29

    http://hermiones-diary.blogspot.com/2013/02/29.html

    Mimo silnego zimowego słońca na dworze panował przeszywający chłód.
    Hermiona i Draco poruszali się niespiesznym krokiem w kierunku wioski Hogsmeade z zamiarem zakupienia niezbędnych przedmiotów: napoje, przekąski i tysiące wesołych ozdób. Jeśli mają zrobić mugolskiego Sylwestra, nie może być mowy o jakichkolwiek czarach. Jedyną magią dzisiejszej nocy powinna być atmosfera, którą razem stworzą.
    Dziewczyna owinęła się szczelniej szalikiem, aby zatrzymać przy sobie cenne o tej porze roku ciepło. Czuła się odrobinę skrępowana towarzystwem Dracona i przez całą drogę wymyślała wymówkę, w razie gdyby ktoś zapytał, co tu robią. No - przecież oficjalnie Hogwart jest zamknięty, a Hermiona i Draco wciąż pozostają wrogami.

    OdpowiedzUsuń
  81. 7. Mara, Potter i rozstanie.
    http://l-e---j-p.blogspot.com/2013/02/27-mara-potter-i-roztanie.html
    Byłam niczym ninja. Dosłownie. Biegłam prawie po ścianach i na każdym zakręcie rozglądałam się za potencjalnym zagrożeniem: Pani Norris, Huncwoci, Filch, Huncwoli. Na przykład teraz, kiedy mijałam woźnego…
    CO?! Mijałam woźnego?!
    Może mnie nie zauważył?
    Kogo ja chcę oszukać?! Przecież nie każdej nocy spotyka się, biegającą w samym ręczniku uczennice.
    [...] — Ty! Mam cię! Zaraz… Jesteś chłopakiem. Przecież byłeś dziewczynką. W mokrym ręczniku. Dlaczego jesteś ubrany?! Czego nie jesteś dziewczynką w mokrym ręczniku?!

    OdpowiedzUsuń
  82. 1. Szósty rok

    2. http://who-will-protect-me.blogspot.com/2013/02/6-szosty-rok.html

    3.
    - Ty chyba sama nie wiesz co mówisz, Evans! Myślisz, że Voldemort chce dopaść tylko ciebie i twoją rodzinę? Że wszyscy inni są bezpieczni i o nic się nie muszą martwić? Mylisz się – powiedział James dobitnie. Lily była zaskoczona jego ostrym tonem. – Nawet nie wiesz, ilu członków rodziny już straciłem, bo woleli zginąć, niż dołączyć do Śmierciożerców. A to dopiero początek, bo prawdziwa wojna się nawet jeszcze nie zaczęła. Czarodzieje zaczynają się zwracać przeciwko sobie, praktycznie nikomu nie można ufać. Jak myślisz, czemu Syriusz mieszka u mnie? Bo gdyby wrócił do siebie, jego rodzina byłaby pierwsza, żeby go wydać Voldemortowi. Wszyscy mamy problemy…
    Lily zrobiło się bardzo głupio. Wiedziała, że James ma rację.
    - Przepraszam – wymamrotała w końcu. – Trochę mnie poniosło.

    OdpowiedzUsuń
  83. 1. Rozdział 7, czyli "Oskarżenia"
    2. http://zostan-ze--mna.blogspot.com/2013/02/rozdzia-7-czyli-oskarzenia.html
    3. "(...) - Severus! Harry! – powiedział głośnym, acz opanowanym tonem Dumbledore, a obaj mężczyźni ucichli, jednak palce Harry’ego wciąż zaciskały się na ramieniu Hermiony.
    - Dyrektorze, naprawdę musi to być akurat Snape?!
    - PROFESOR Snape, Harry!
    - Taki z niego profesor, jak ze mnie wróżbita! – warknął cicho Harry, wbijając palce w ciało przyjaciółki. Odwrócił wzrok od starca. (...)"

    OdpowiedzUsuń
  84. Numer/tytuł rozdziału: XIV Gabinet, paczka i stan nieważkości

    http://dra-miona.blogspot.com/2013/02/xiv-gabinet-paczka-i-stan-niewazkosci.html

    Gdyby ktoś znienacka wszedł do gabinetu byłego Mistrza Eliksirów, mógłby odnieść mylne wrażenie, że jest świadkiem sceny wyciętej wprost z mugolskiego filmu grozy. Główny bohater w akcie desperacji, spowodowanej zbyt słoną zupą, celuje naładowanym i odbezpieczonym rewolwerem w swoją głowę. Oddaje strzał. Rozlega się odgłos dziurawionego mózgu, łudząco podobny do dźwięku mokrych szmat spadających na podłogę. Zgon w samotności, naprawdę przykre.

    OdpowiedzUsuń
  85. Uchiha Kyodai
    www.uchiha-kyodai.blogspot.com/2013/02/rozdzia-xxviii.html

    Rozdział XXVIII

    Dobranoc mój aniele, czas zamknąć oczy,
    I zostaw swe pytania na inny dzień.
    Myślę, że wiem, o co chcesz mnie zapytać.
    Myślę, że wiesz, co próbuje powiedzieć.

    Obiecałam, że nigdy Cię nie opuszczę,
    I powinnaś zawsze to wiedzieć
    Gdziekolwiek pójdziesz
    Nieważne gdzie jesteś
    Nigdy nie będę daleko…

    Patrzyłam na nich, nie mogąc wydusić z siebie słowa. Zostawiłam swe pytania na inny dzień. Nie miałaś pojęcia, o co chciałam zapytać oraz co próbowałam powiedzieć. Obiecałaś i zawiodłaś, zostawiłaś mnie. Jesteś daleko mamo. Nawet nie wiesz, jak bardzo daleko…

    OdpowiedzUsuń
  86. Oszukać Śmierć
    http://oszukac-smierc.blogspot.com/2013/02/rozdzia-iv.html
    Rozdział 4
    "– Jest jak zaraza – stwierdził nadzwyczaj spokojnie, a Uchiha był pewien, że takiego komplementu nie chciałaby usłyszeć żadna kobieta. – Myślisz, że ciebie to nie dotyczy, więc pozwalasz na wszystko. Nie interesujesz się. Raz się pojawia, raz znika. Znalazła sobie tyle ofiar... Początkowo tego nie widzisz, a potem wierzysz, że nie będziesz następny. Sam nie wiem, kto był pierwszy... Jej się nie kocha! O niej się myśli z chęcią mordu, wspominając wszystko, co robi. Tak! Nienawidzisz ją, ale jednocześnie masz ochotę zabić każdego, kto źle o niej powie. Każdego, kto choć myśli o tym, by ją skrzywdzić. A przecież ona nie ma w sobie nic niezwykłego..."

    OdpowiedzUsuń
  87. Rozdział 5
    http://avengers-somethingnew.blogspot.com/2013/02/rozdzia-5.html

    "Wszystko już prawie wróciło do normy, kiedy – jak zwykle ostatnio- wydarzyło się coś totalnie niespodziewanego.
    Patrząc przez pryzmat czasu wyglądało to dokładnie tak, jakby bohaterowie jednego filmu wkroczyli do drugiego, całkiem innego, tworząc z tego jakieś dziwne sci-fi. W pierwszym momencie każdy był w szoku; nie wiedzieliśmy, co się właściwie stało.Otrzeźwienie nadeszło z chwilą, kiedy zobaczyliśmy, co mamy przed sobą. Oni nie wiedzieli. Ja i Thor tak."

    OdpowiedzUsuń
  88. 1. Dziewiąty
    2. http://agonia-duszy.blogspot.com/2013/02/rozdzia-dziewiaty.html
    3. Kate zaklęła paskudnie, gdy stało się to czego się obawiała. Stary i o Merlinie jedyny mop, którego dał im Filch zakończył swój żywot, w trakcie walki z niezidentyfikowaną substancją. Katherine Grey postanowiła, że chce przebrnąć przez resztę swojego życia, bez informacji czym jest to coś na podłodze.
    (...)
    Właśnie wtedy w okno pokoju wspólnego zastukała sowa. Kate tępo wpatrywała się w ptaka, zastanawiając się czy przypadkiem nie zasnęła, a to jest jeden z tych durnych koszmarów, które tak często miewała. Podeszła do okna i otworzyła je, pozwalając, by ptak wleciał do środka. Spojrzała na sowę z nienawiścią i wzięła list, który trzymała w dziobie. No cóż, puchacz na pewno nie zasłużył sobie na tak zimne zachowanie, ale jego właściciel - bez wątpienia. James zamknął okno za wylatującą sową i spojrzał na Kate pytającym wzrokiem. Ta tylko odwróciła kopertę, by zobaczyć na niej znajomą pieczęć. Podniosła wzrok na przyjaciół.
    - Pójdę już do dormitorium. Jestem strasznie zmęczona.

    OdpowiedzUsuń
  89. Numer: Rozdział 8
    adres: http://zostan-ze--mna.blogspot.com/2013/02/rozdzia-8-czyli-wszystko-bedzie-dobrze.html
    fragment: "(...) Chłopak spojrzał na nią z politowaniem, po czym przyciągnął ją do siebie i mocno przytulił.
    - Głupia wariatko! Jestem cały! Spokojnie! Jestem tylko zmęczony – wyszeptał jej do ucha, po czym musnął ustami jej policzek. Hermiona uspokoiła się. Kiedy ją puścił, od razu udał się do dormitorium chłopców. Spojrzała za nim i, spokojniejsza, sama poszła się położyć.

    Miała koszmary. Śniło jej się, że jest rozdzierana od wewnątrz. (...)"

    OdpowiedzUsuń
  90. Uchiha Kyodai
    Adres: http://uchiha-kyodai.blogspot.com/2013/02/rozdzia-xxix.html

    Rozdział XXIX
    Musiałam zmienić styl walki. Przy pojedynku ‘Sharingan vs Sharingan’ katana to za mało.
    Zaczęłam szybko składać pieczęcie.

    - Katon: Goukakyuu no jutsu! - kula ognia była techniką na dystans, lecz nauczyłam się wykonywać ją w kontakcie tak, abym sama nie była poparzona. Gdy ogień rozjaśnił korytarz, nie zauważyłam przed sobą jednak nikogo.

    - Tu jestem - usłyszałam szept przy uchu. Instynktownie użyłam łokcia, aby zaraz w parze wyprowadzić okrężne kopnięcie. Dziewczyna trzymała gardę, więc mnie zablokowała. Sama kopnęła w przód mierząc na wysokość mojej twarzy. Uchyliłam się i od dołu złapałam jej nogę, przerzucając do tyłu. Ona odbiła się od ściany robiąc po chwili salto. Również wyskoczyłam i nasze nogi skrzyżowały się w powietrzu. Mój piszczel dość mocno to odczuł, lecz nie miałam ani chwili wytchnienia. Dziewczyna atakowała przemyślanie. Żaden ruch nie był przypadkowy. Pod naporem jej ciocsó, cały czas się cofałam. Zdążyłam złapać zadyszkę, bo moje siły nie zregenerowały się do końca. Zagapiłam się na dosłownie pół sekundy, lecz jej to wystarczyło aby kopnąć mnie w brzuch. Poleciałam na ścianę, boleśnie się od niej odbijając.

    OdpowiedzUsuń
  91. XV Prorok, zaproszenie i korzeń mandragory
    http://wezowa-milosc.blogspot.com/2013/02/xv-prorok-zaproszenie-i-korzen.html
    Zbierała się od dawna, by zadać to pytanie. Układała sobie w myślach różne sytuacje, w których wypowiedziałaby to, co ją prześladowało od dłuższego czasu. Kiedy jednak przyszło co do czego, a sformułowane zdanie zabłysło w jej głowie niczym neon nad wejściem do pubu, wszystko wydało się bezsensowne i śmieszne.
    Odsunęła się od Ślizgona, zdejmując jego ręce ze swojej talii.
    - Nie śmiej się, bo to głupie…
    - Będę śmiertelnie poważny, obiecuję. – Draco otworzył oczy, w których skakały iskierki rozbawienia.
    Gryfonka wzięła głębszy oddech. Chciałaby móc sobie w tej chwili zdrowo łyknąć ognistej whisky albo innego, równie mocnego trunku ze Świńskiego Łba. Jej usta zaczęły drżeć, podobnie dłonie. Ponownie odetchnęła i trzęsącym się, pełnym emocji głosem wyszeptała słowa, które tygodniami nie pozwalały jej zasnąć.
    - Powiedz mi… Jesteś śmierciożercą?

    Prosiłabym o zmianę adresu w katalogu z dra-miona.blogspot.com na wezowa-milosc.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  92. 1. Rozdział XL

    2. http://aomi-aka.blogspot.com/2013/02/rozdzia-40.html

    3. - Po co się tu zatrzymujemy? - spytał Hidan, szpanując na lewo i prawo swoją klatą. Wcale nie zauważyłam, że wciąż przyjmuje takie pozy, by uwidocznić każdy mięsień, w ogóle nie wydało mi się podejrzane to dziwne wyginanie się.
    - Czekamy na pojazd - odparłam, ignorując jego wygłupy i spojrzałam na moich towarzyszy. Wyglądali na zmęczonych, hm. Kogo by tu wybrać na ofiarę... - Dobra, Dei, Shi, zostajecie tutaj.
    - Hę?
    - Wiesz, może skusisz jakiegoś kolesia jako autostopowiczka Shi - zauważyłam, a dziewczyna pokiwała głową ze zrozumieniem i uśmiechnęła się, przygryzając kusząco dolną wargę. Nie miałam serca mówić jej, że jest ciemno i potencjalna ofiara nie zauważy jej twarzy, a raczej walory znajdujące się... niżej.
    - To po co ja, un? Mam podrywać panienki? - spytał Dei, uśmiechając się, w jego mniemaniu, zadziornie.
    - Nie, może jakiś gej będzie akurat przejeżdżał...

    OdpowiedzUsuń
  93. Adres: http://niczego-wiecej.blogspot.com/2013/02/ii-rozdzia-rozmowy.html
    Tytuł posta: II Rozdział: Rozmowy.
    Fragment:
    "Wychodząc za Anabelle wiedziałem jakie podejmuję ryzyko. Byłem świadomy jej zaaranżowanych zaręczyn, mężczyzny, który został dla niej wybrany i teraz, prawdopodobnie, jest jej mężem. Wiedziałem o tym wszystkim. Co noc, kiedy byliśmy jeszcze w Hogwarcie, Bell wypłakiwała się z tego powodu w moje ramię. Przytuleni tak do siebie, zasypialiśmy razem i budziliśmy się. Kochaliśmy się. A ta miłość popchnęła mnie do tego, co zrobiłem. Oświadczyłem się jej, sprzeciwiając się nie tylko jej rodzinie, ale również i jej narzeczonego. Musieliśmy ponieść konsekwencje. Tylko dlaczego dopiero teraz?"

    OdpowiedzUsuń
  94. Adres: http://zbuntowana-czarodziejka.blogspot.com/2013/02/rozdzia-11.html
    Tytuł posta: Rozdział 11
    Fragment: Całość falowała i była niewyraźna, jakby się układała, ale cały czas brakowało jakiś elementów. Lecz mimo tych niedoskonałości Leire była tam. Na korytarzu i rozglądała się dookoła. Przed oczami mignęły jej długie, ciemne włosy i czarno-niebieskie szata. To była Cho, która otwierała usta, jednak nie wydobywał się z nich żaden dźwięk. Leire nie była w stanie nic usłyszeć, nawet nie mogła odczytać emocji dziewczyny.
    Zaczęła powoli odwracać się na pięcie. Musiała zobaczyć, kto atakuje biedną Krukonkę, dopóki ta się jeszcze broniła. Jednak w tej chwili jej ruchy okazały się bardzo mozolne, kończyny niesamowicie ciężkie. Coś zaczęło ją blokować, nie chciało, żeby dziewczyna spojrzała za siebie. Ta uparcie odwracała się, ale wtedy odczuła, jakby coś trafiło ją. Strumień padający na Chang został skierowany na nią.

    OdpowiedzUsuń
  95. 1. Rozdział 10
    2. http://aya-i-mia-fairy-tail.blogspot.com/2013/02/rozdzia-10.html
    3. [...]Facet wyglądał na przerażonego i mocno zdziwionego, ale powoli się uspokajał, a ja starając się ignorować mordercze spojrzenie Erzy, wsiadłam do pociągu. Reszta zrobiła to samo. W końcu pociąg ruszył, a Erza dalej patrzyła na mnie z mordem w oczach. Dalej ją ignorując, przysnęłam. Obudziłam się po godzinie i zobaczyłam, że prawie wszyscy śpią. Mój wzrok najpierw padł na tulącego się do mnie Kin’a, a potem na Lucy, która drzemała oparta o obejmującego ją Natsu. Oho! Coś się między nimi kroi! I to widać. Uśmiechnęłam się złośliwie. Coś mi się zdawało, że zabawię się w swatkę. Ale to później. Ziewnęłam i obserwowałam przysypiającego Grey’a, który wyraźnie starał się utrzymać przy rzeczywistości. Niestety… trochę mu to nie wychodziło. W końcu i jemu głowa poleciała w dół. Westchnęłam i odczepiłam od siebie blondyna, a następnie oparłam głowę o szybę i obserwowałam otoczenie. Nawet się nie zorientowałam kiedy zbliżyliśmy się do stacji. Ocknęłam się i obudziłam pozostałych. Lucy i Natsu odskoczyli od siebie jak oparzeni i zaczerwienili się. Uśmiechnęłam się lekko i ruszyłam w stronę drzwi. Zaraz za mną poszła reszta. Ledwo dotarliśmy do końca wagonu, a pociąg wjechał na stację i się zatrzymał. Wysiedliśmy, a na naszych twarzach pojawił się szok. [...]

    OdpowiedzUsuń
  96. Uchiha Kyodai
    Rozdział XXX
    Adres: http://uchiha-kyodai.blogspot.com/2013/02/rozdzia-xxx.html

    Bez skutku próbowałam go uspokoić. Patrzyłam jednak dwojako na jego ból. Z jednej strony chciałam mu natychmiast pomóc, poruszyć niebo i ziemię! Ale z drugiej... Przecież i tak się obudzi, to tylko kwestia czasu. Co za różnica, kiedy? Głaszcząc go po policzku, czułam delikatną skórę, którą pokrywał lekki zarost, a po chwili również pot i łzy. Płakał przez sen, wzywając brata, a ja byłam w kropce. Nie wiedziałam, którą część siebie uwolnić i której pozwolić działać. Jeśli będę tego kiedyś żałować...

    Uniosłam się na łokciach i przyciągnęłam głowę chłopaka do piersi. Wtulił się we mnie i objął cały czas śpiąc. Nie otworzył oczu, przestał jedynie nawoływać, aczkolwiek nie usatysfakcjonowało mnie to do końca. Położyłam się ponownie i zsunęłam w dół, abyśmy byli na równi. Niepewnie wzięłam z dłonie jego twarz i przybliżyłam się, aby po chwili złożyć na jego ustach delikatny pocałunek. Tak też zrobiłam, a po chwili spotkałam się z odzewem.

    - Kocham cię nawet przez sen... - mruknął uśmiechnięty. Czyżby nie pamiętał, co mu się śniło? Przekrzywiłam lekko głowę, wypowiadając w myślach to zdanie. Nie minęło kilka sekund, a on spuścił oczy, nie chcąc na mnie patrzeć, a ja już wiedziałam, że dotarły do niego obrazy, które jeszcze niedawno wykreowała sobie jego chora wyobraźnia.

    OdpowiedzUsuń
  97. http://oszukac-smierc.blogspot.com/2013/02/rozdzia-v.html
    Rozdział V
    Wtedy stało się coś dziwnego. Sasuke czuł, że zaczyna odpływać. Pytania wciąż mu zadawane stawały się coraz cichsze, stłumione przez dźwięk w jego uszach. Przymknął oczy, które szczypały od brudnej krwi, która płynęła z łuku brwiowego. Zdawało mu się, że kręci się na karuzeli i było to całkiem przyjemne, bo ból słabł i kopnięcia nie miały już takiej siły. Zdawało mu się, że nie leży na ziemi, a wisi w powietrzu nad wielką przepaścią, która ma stać się jego grobem. Spod półprzymkniętych powiek patrzył w oczy śmierci, która chciała zabrać go, łapiąc się jego zmęczenia, złamań i niezdrowej bladości. Zawsze uważał się za czło... Zawsze uważał się za wojownika silnego, który nie ulegnie byle komu i nie padnie trupem od zwykłego przesłuchania. Teraz czuł, jak bardzo się mylił. Cisza piszczała wręcz w jego uszach, które odrzucały większość dźwięków. Stało się spokojnie. Stało się cicho. Pytania mu zadawane ucichły.

    OdpowiedzUsuń
  98. 1. Rozdział 11
    2. http://aya-i-mia-fairy-tail.blogspot.com/2013/03/rozdzia-11.html
    3. [...]Zbiegłam szybko po schodach, uprzednio chwytając torbę i pojawiłam się na dole. Weszłam do kuchni i mój wzrok padł na, wychylającą się przez otwarte okno, Ayę. Nikogo prócz niej nie było w pomieszczeniu. Podeszłam do niej i położyłam jej rękę na ramieniu. Brunetka podskoczyła przerażona, ale widząc, że to tylko ja uspokoiła się. Uśmiechnęłam się do niej i wzięłam jedną z gotowych kanapek. A Aya… obróciła się ponownie w stronę okna. Coś się ostatnio z nią dzieję… Niby zachowuje się jak zwykle, ale gdy nikt nie patrzy lub „czyta książkę”, jej oczy mówią wszystko. Cóż… Na dodatek czytanie książki wygląda tak, że po prostu wgapia się bezmyślnie w otwartą książkę tylko udając. Ta… przez 2 godziny czytać jedną stronę? To trochę trudne… czyż nie? W końcu postanowiłam namówić Kin’a, żeby z nią pogadał. Muszę przyznać, że miał przerażoną minę. Dlaczego? Jak się go o to zapytałam, to powiedział, że miał nadzieję, że nikt tego nie zauważy. Na to stwierdzenie uśmiechnęłam się tylko i obiecałam, że nikomu nie powiem. Tak samo jak trzymam w tajemnicy przed gildią, że znaliśmy się wcześniej. Ja i Aya. Przy okazji poznałam wtedy Kin’a i jakiegoś mężczyznę o imieniu Neah. Przyznam, że zachowywał się wobec Ayi dosyć… otwarcie? No w każdym bądź razie pomyślałam, że może są razem. Aya jednak zaprzeczyła. Wracając jednak do tematu, to Kin poszedł do Ayi, a ja… ruszyłam do reszty, a po powrocie miałam w planie zajrzeć do biblioteki znaleźć coś o tym „Shinigami”. Wiedziałam, że powinnam szukać powiązań z Ayą i jej byłą gildią. Ale… nie wiedziałam jaka to była gildia i czy w ogóle istnieje. No i… skoro już o tym mowa… to jakim cudem ona prawie nic się nie zmieniła przez tak długi czas?! Szczególnie, że my byliśmy uśpieni 7 lat! Nawet część naszej gildii, której to nie spotkało postarzała się! Więc jakim cudem ona nie? Kin zresztą również… Cóż… [...]

    OdpowiedzUsuń
  99. http://wezowa-milosc.blogspot.com/2013/03/xvi-bagaze-dorozki-i-niespodziewany.html
    Numer/tytuł rozdziału: XVI Bagaże, dorożki i niespodziewany przystanek
    Fragment:
    - Profesorze, trzeba kogoś powiadomić!
    Slughorn pozostawał niemy na słowa uczniów.
    Potter spojrzał na niego i z przerażeniem odkrył, że oczy nauczyciela tempo wpatrują się w sufit, a z ust wycieka ślina. Kandyzowane ananasy wysypały się z pudełka. Gryfon uklęknął przy nim i przytknął dwa palce do miejsca, w którym wydawało mu się, że powinien wyczuć puls. Jego twarz oblała się zimnym potem, kiedy zdał sobie sprawę, że serce starca nie pompuje krwi.
    - Enervate! – krzyknął, celując różdżką w pierś profesora, lecz ten nie ożywił się. – Finite! – I to nie pomogło.
    Do Harry’ego w końcu doszło, że jego starania są niepotrzebne - Horacy Slughorn leżał martwy.

    (Proszę o zapisanie słów "Evervate!" i "Finite!" kursywą.)

    OdpowiedzUsuń
  100. 1.6 rozdział "360 dni do Głodowych Igrzysk"
    2.www.para-z-drugiego-dystryktu.blogspot.com
    3. "Czułem na plecach ciężar mieczy, które znalazły się tam cudownym sposobem, jednak nie mogłem po nie sięgnąć. Okazało się, że w ogóle nie mogę poruszać kończynami. Nie wiedziałem, co się dzieje. Jedyna rzecz, jaka wtedy do mnie docierała to fakt, że Clove coraz bardziej się zbliżała.
    Zmarszczyłem brwi. Musiało być jakieś wyjście. Niestety, spanikowany umysł nie mógł skupić się na niczym innym, poza widokiem dziewczyny. Weź się w garść, Cato! – nakazywałem sobie, ale serce nadal waliło jak młotem. Zimny pot wypływał na moją skórę. Czy właśnie takie uczucia towarzyszyły człowiekowi wydanemu na śmierć?"

    OdpowiedzUsuń
  101. 1. Rozdział 6
    2. http://avengers-somethingnew.blogspot.com/2013/03/rozdzia-6.html
    3. "Latający obiekt, znajdujący się obok naszej bazy, podleciał jeszcze bliżej tak, że z łatwością można było zobaczyć, kto znajduje się w środku.
    - Zabawa skończona, kochani! Teraz zajmę się Wami na poważnie… - z nieludzkim wręcz śmiechem wykrzyczał w naszą stronę ciemnowłosy półbóg. Tak, to był Loki. Co więcej: to był Loki, trzymający w dłoniach sznur, którym przewiązane były Jane i Pepper…"

    OdpowiedzUsuń
  102. Rozdział 16: Niezwłoczna pomoc
    Adres do rozdziału: http://tajemnice-przeszlosci.blogspot.com/2013/03/niezwoczna-pomoc.html
    Fragment:
    (...)- Tak w ogóle to pierwszy raz widzę Kakashiego w towarzystwie kobiety, to ciekawy widok – spojrzał podejrzliwie w stronę szarowłosego z chytrym uśmieszkiem na ustach. Po tych słowach Kopiujący Ninja zarumienił się na twarzy.
    - W zasadzie to chyba on jest w moim towarzystwie – zachichotała karmazynowooka, widząc reakcję kolegi. Wyraz twarzy Kakashiego rozbawił towarzystwo.
    - Alice-sensei, co w zasadzie stało się dzisiaj rano w mieszkaniu naszego nauczyciela? – zapytała z ciekawością w głosie różowowłosa.
    - To oni byli w jednym mieszkaniu?! – krzyknął Naruto.
    - Może lepiej o tym nie mówić – mruknął szarowłosy, wypuszczając ciężko powietrze z płuc, a z twarzy nie schodził mu rumieniec.
    - Wolisz żeby myśleli, że doszło między nami do czegoś, co w rzeczywistości nie miało miejsca? – zapytała Alice, unosząc jedną brew znacząco.
    (..)
    Starsza stażem medyczka właśnie szła korytarzami budynku administracyjnego w Kumo. W gabinecie przywódcy wioski zastała wyraźnie zdenerwowanego Raikage.
    - Cieszę się, że zgodziłaś się pomóc – powiedział spokojniej, widząc przed sobą kobietę.
    - Podziękujesz jak skończę misję, a teraz prowadź do szpitala – rzuciła krótko i zaraz oboje skierowali się we wspomniane miejsce. W największej sali leżeli poszkodowani, a wokół biegali zdezorientowani i przejęci medyczni ninja.
    - To jest Alice, ona będzie kierowała tą akcją – podniósł głos blondyn, aby każdy w sali go usłyszał. Po tych słowach, wszyscy się lekko uspokoili i nie było zamieszania. (...)

    OdpowiedzUsuń
  103. Rozdział 3
    Adres: http://www.cienie-szalenstwa.blogspot.com/2013/02/rozdzia-3_28.html

    Fragment:

    " Pobiegłam spowitym w ciemność korytarzem do swojej sypialni. Zatrzasnęłam drzwi, zaczęłam niezdarnie szukać w ciemności kontaktu, wreszcie znalazłam przełącznik światła i zamknęłam pokój. W sypialni panował dziwny i przerażający hałas. Był to głośny i ochrypły dźwięk pełen panicznego strachu. Bliska obłędu rozglądałam się w poszukiwaniu jego źródła, zanim zorientowałam się, że słucham własnego urywanego i niepohamowanego łkania. Omal nie wpadłam w panikę, ale wiedziałam, że muszę się opanować, jeżeli chcę przeżyć."

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  104. 23. Być albo nie być

    http://kukielki-losu.blog.pl/2013/03/08/23-byc-albo-nie-byc/


    Choć trochę się uspokoił, serce dalej waliło mu jak po trudnym meczu Quidditcha. Nigdy wcześniej nie czuł się tak przerażony. Po raz pierwszy w życiu tak otwarcie przyznawał przed samym sobą, że się boi, że jest bezradny, że nie wie co robić… To było zdecydowane za dużo. Poczuł właśnie emocje, które nigdy wcześniej nie gościły w jego sercu. O to go przerażało jeszcze bardziej. Podobało mu się, gdy znał tylko złość, satysfakcje, pożądanie… Nigdy nie chciał czuć niczego więcej, bo i po co? Przecież takie życie było wygodne…
    A teraz… Przez Rose Weasley poczuł to wszystko, przed czym uciekał całe życie – paraliżujący strach, słabość, poczucie, że nic na tym świecie nie należy do niego.

    OdpowiedzUsuń
  105. http://wezowa-milosc.blogspot.com/2013/03/xvii-wiezy-tortury-i-podjeta-decyzja.html

    Numer/tytuł rozdziału: XVII Więzy, tortury i podjęta decyzja

    Jej oczy ślepo wpatrywały się w jeden punkt, nie mogąc pojąć, co widzą. Dopiero po chwili zrozumiała, że leży na miękkim, szmaragdowym dywanie. Uwagę przykuwały białe warkocze na jego brzegach. Pozornie nic nie znaczący szczegół najbardziej zapadł w pamięci dziewczyny.
    - Zabijcie mnie – wyszeptała do jasnych frędzli.
    Naprawdę pragnęła śmierci. Chciała wyjść jej naprzeciw i paść w kościste ramiona, przywitać się z nią jak z najbliższą przyjaciółką. Odczuwana męka, nie pozwalała Hermionie na inne myśli. Zresztą i tak nie miała już dla kogo żyć. Rodzice umarli. Rodzeństwa nie miała. Draco… Draco okazał się tym, za kogo zawsze go uważała. Nic się nie zmienił… Ani o jotę.

    OdpowiedzUsuń
  106. Ohayo.
    Poświęcając ratujesz, ratując umierasz.
    www.anata-ga-hozon-shiharau.blogspot.com

    Rozdział I

    - Co z Riną, Mei, Mangetsu? Chcesz ich tu zostawić? – uniosłam się lekko, mając nadzieję, że chłopak zaraz uświadomi sobie to, co powiedziałam.

    - Przecież poradzą sobie – mruknął, a ja ponownie na niego spojrzałam.

    - Gdyby zaszła taka potrzeba, mnie też byś zosta… - nie dane było mi skończyć, ponieważ Utakata naparł na mnie swoim ciałem, przyciskając do podłogi, a tym samym zamykając moje usta pocałunkiem, który od razu odwzajemniłam. To jak na mnie patrzy, myśląc, że tego nie widzę. To, w jaki sposób mnie dotyka, bojąc się, że mnie zrani. To wszystko i jeszcze wiele innych gestów i niewypowiedzianych słów składa się na „coś”, co nas łączy. Tylko tego ”czegoś” nikt jeszcze nie zdefiniował.

    - Nigdy tak nie mów – szepnął mi prosto do ucha,, gdy się od siebie oderwaliśmy – nigdy – dodał, gdy oparł głowę na moim ramieniu.

    OdpowiedzUsuń
  107. 1. Rozdział 7
    2. http://avengers-somethingnew.blogspot.com/2013/03/rozdzia-7.html
    3. "- Chcesz, żeby one przeżyły? – spytał, przywracając na twarz ten swój obrzydliwy uśmieszek – To nie stawiaj oporów! – krzyknął, w jednej chwili łapiąc zszokowanego Tony’ego, unosząc go i uciekając ze swoimi pobratymcami.
    Staliśmy jak wryci. Co tu się, do cholery jasnej, właśnie stało?!"

    OdpowiedzUsuń
  108. Adres do rozdziału: http://tajemnice-przeszlosci.blogspot.com/2013/03/podstep.html
    Rozdział 17 - Podstęp
    Fragment:
    (...) - Edo Tensei – dorzucił ze spokojem wysoki brunet.
    - Nosz kurwa pięknie, nie mogłeś przywołać kogoś lepszego? – karmazynowooka zapytała z ironią w głosie, zwracając na siebie uwagę przyzwanych.
    - Kto to niby jest?- wrzeszczał zirytowany blondwłosy mężczyzna z kucykiem na głowie.
    - Krwawy Diament – powiedziała ściszonym tonem zaskoczona siwowłosa.
    - Nie będziesz się nudziła Alice – wtrącił zadowolony z siebie Kabuto.
    - Przynajmniej zostaw ich osobowość, dawno się z niektórymi nie widziałam – warknęła czerwonowłosa, ściskając mocniej rękojeść swoich mieczy.
    - Sasori no Danna o co tu chodzi?! – wrzeszczał blondyn.
    - Zamknij się idioto, jesteśmy kontrolowani przez technikę Kabuto – warknął w jego stronę Sasori.
    - Sasori, Deidara, Chio, Nagato i Itachi – zaczęła wyliczać, pokazując na każdego palcem. – Kogoś jeszcze mi tutaj przyślesz? – zapytała z sarkazmem.
    - Myślę, że wystarczy – odpowiedział z uśmiechem medyk.
    - Świetnie, to będzie miła odskocznia – rzuciła ze zdecydowaniem.
    (...)
    Biegła właśnie przez las, który otaczał wioskę. Czuła, że zbliża się do celu. Kiedy dotarła na polanę, zobaczyła w dali Naruto otoczonego chakrą Kyuubiego, a z niej wystawało pięć ogonów. Stał naprzeciw spokojnego Madary, a niedaleko nich był ciężko ranny Kakashi, ledwo stojący na nogach.
    - Shimatta! – powiedziała do siebie w nerwach i ruszyła w kierunku ninja. W pierwszej kolejności dotarła do Hatake, od razu zaczęła leczenie, zmuszając go by się położył.
    - Co tu robisz, przecież miałaś mieć misję? – spytał zdziwiony widokiem koleżanki.
    - Zrobiłam co miałam zrobić i musiałam wam pomóc, to była pułapka – wycedziła, ledwo powstrzymując się od wybuchu gniewu.
    - Dam sobie radę, pomóż Naruto – dodał poważniejąc.
    - Siedź cicho. Oceniłam sytuację, jesteś w kiepskim stanie. Jeśli nie uzyskasz pomocy to długo nie pociągniesz – odparła, karcąc go wzrokiem. Nie przerywała leczenia.
    - Trudno, ważniejszy jest dzieciak – warknął na nią.
    - Nie mam zamiaru nikogo tutaj tracić, więc nie pouczaj mnie – podniosła głos, uciszając tym samym szarowłosego. Po chwili skończyła leczyć jego rany i podniosła się z miejsca. Zachwiała się lekko, ale utrzymała równowagę. Stanęła między Madarą, a przemienionym Uzumakim. (...)

    OdpowiedzUsuń
  109. Witam :)

    1. Numer Rozdziału: Rozdział 4
    2. Bezpośredni link: http://cienie-szalenstwa.blogspot.com/2013/03/rozdzia-4.html
    3. Krótki fragment:
    "Ona go zabiła. Był martwy. Nawet nie mrugnął okiem. Esther schowała swoją różdżkę. Odwróciła się do niego tyłem i podeszła do mnie. Szarpnęła za rękaw mojej porwanej bluzki i próbowała wyciągnąć przed sypialnię. Kierowałyśmy się do wyjścia, kiedy usłyszałyśmy ochrypłe charczenie. Nagle przestał być martwy. Był wręcz pełen życia. Przechytrzył nas. "

    Dziękuję i pozdrawiam!
    Liley

    OdpowiedzUsuń
  110. Ohayo.

    Uchiha Kyodai
    http://uchiha-kyodai.blogspot.com/2013/03/rozdzai-xxxi.html

    Rozdział XXXI

    Zapach krwi, ciemność i ten głos. Drgawki wstrząsające moim ciałem i okropny ból głowy. Widzę go, widzę go doskonale. Wysportowana sylwetka, długie czarne włosy, katana w ręku i te oczy. Pełne szaleństwa i uczuć, których nie jestem w stanie zdefiniować. Wyjmuję miecz z pochwy i mocno zaciskam na nim dłonie. Z łzami w oczach zaczynam biec, mierząc bronią w jego serce. Gdy jestem już blisko, on zmienia się w tysiąc czarnych kruków, a ja widzę tylko jego sharingan'a, który odznacza się swym złowrogim blaskiem w tej powszechnej ciemności.
    Nerwowo rozglądam się dookoła szukając brata. Nawet z uruchomionym kakkei genkai nic nie słyszę i prawie nic nie widzę.

    Nagle on pojawia się kilka metrów ode mnie. Ponownie na niego nacieram i o dziwo trafiam. Widzę, jak jego czarne tęczówki blakną, jak z ust leci stróżka krwi. On niezmiennie jednak wpatruje się we mnie swym martwym, nieobecnym spojrzeniem, a gdy rozchyla wargi, aby coś powiedzieć, na jego miejscu pojawia się moja matka.

    - Nie zdołałeś nas uratować! To przez ciebie zginęliśmy! - patrzę na nią, z moją kataną wbitą w jej serce. To ja ją zabiłem...

    OdpowiedzUsuń
  111. 24. Your Eden

    http://kukielki-losu.blog.pl/2013/03/15/24-your-eden/

    - Scorpius, nie miałam zamiaru ci sprawiać kłopotów. Nikt się nie dowie, masz moje słowo.

    - O tak, bo jesteś tak godna zaufania – zironizował.

    - Nie bądź hipokrytą, ty też nie jesteś święty.

    - Wkurzasz mnie! – syknął.

    - Cóż… Tam są drzwi – wskazała teatralnie.

    Nie chciała okazywać strachu, nie przed kimś pokroju Scorpiusa Malfoya. Nie wiedziała w jaką grę teraz grał, nie mogła odgadnąć, co zamierzał zrobić. A przecież wiedział o niej już wystarczająco wiele.

    A on był tak wściekły i tak szczęśliwy. Cieszył się, że nic jej się nie stało, prędzej czy później wszystko by się wydało, zawsze znajdzie się ktoś życzliwy, kto szepnąłby słówko tu i słówko tam… Z drugiej strony nie potrafił zrozumieć jak mogła zrobić coś tak głupiego, tak pozbawionego sensu. Sprawiła, że poczuł się bezsilny, bez władzy, bezwartościowy. Zburzyła jego niebo na ziemi. Tak, odzyskał je, ale nigdy wcześniej nie musiał się tak bać, tyle martwić.

    OdpowiedzUsuń
  112. 4.
    http://knightwalker.mylog.pl/2013-03-16/4_
    Aisic dowiaduje się rzeczy, których nigdy wiedzieć by nie chciała, z pomocą przychodzi jej mrukliwy mag elektryczności, czy pomoże jej nie utonąć w morzu rozpaczy?

    OdpowiedzUsuń
  113. Rozdział III
    http://zycie-niewolnicy.blogspot.com/2013/03/rozdzia-iii.htm

    — Jesteś Saori, tak? — usłyszałam jego pytanie. Kiwnęłam głową. — Skąd pochodzisz?
    Nie wiedziałam nic o swojej przeszłości. Niewolnikom zakłada się "blokadę" w umyśle, która nie dopuszcza wspomnień. Pamiętamy tylko moment zaczęcia szkolenia. Gdy natomiast niewolnika uwalniano, blokada automatycznie się usuwała. Podobnie było gdy umierano.
    — Nie wiem — powiedziałam niedosłyszalnie. 
    — Czy możesz na mnie spojrzeć? 
    — Jeżeli pan wyda rozkaz…
    — Mam ci rozkazać? — usłyszałam zdziwienie w jego głosie. Kiwnęłam głową. — Więc… rozkazuję ci na mnie spojrzeć. — Uniosłam głowę i popatrzyłam w jego błękitne oczy. Kryły w sobie tyle dobroci! Dobroci, której ja nigdy nie zaznam.
    Ach, to trwa już za długo. Opuściłam głowę i lekko się zarumieniłam. Zapadła niezręczna cisza, którą tylko on mógł przerwać. Po chwili zapytał:
    — Dlaczego ciągle milczysz? Nie patrzysz na mnie, a żebyś to zrobiła muszę wydać rozkaz. Dlaczego?

    OdpowiedzUsuń
  114. Rozdział 10
    http://zostan-ze--mna.blogspot.com/2013/03/rozdzia-10-czyli-gdy-rozum-spi-budza.html
    "(...) - Harry, wszystko dobrze? – zagadnął go Neville, który właśnie wszedł do dormitorium.
    - Powiedz mi, czy ja zawsze najpierw robię, a potem myślę? – syknął, patrząc na kolegę z ognikami złości w oczach.
    - Harry…
    - Odpowiedz!
    - W sumie, to tak. Ale nie zawsze to jest złe w twoim wykonaniu – powiedział pocieszająco Longbottom i uśmiechnął się delikatnie. – Ron też tak miał.
    - Ron? – zdziwił się chłopak. (...)"

    OdpowiedzUsuń
  115. XVIII Zmorka, ziemniaczki i samotna łza
    http://wezowa-milosc.blogspot.com/2013/03/xviii-zmorka-ziemniaczki-i-samotna-za.html

    Stał przy oknie, wodząc wzrokiem za jednym z pawi, który brodził w śniegu między nieuruchomioną fontanną ogrodową a wysoką bramą. Najlepsza sypialnia w całym dworku była tylko jego. Codziennie rano mógł podziwiać malownicze poranki zachodniej części Anglii, kiedy to słońce nieśmiało wyglądało zza widnokręgu, sprawdzając, czy księżyc już usnął, czy może go zastąpić.
    Pomyślał, że kiedyś to wszystko będzie jego. Ten dwór dziedziczony z pokolenia na pokolenie, z dziada pradziada. Te pawie dumnie przechadzające się po ogrodzie. Ta fontanna, z której latem wytryskiwały krople źródlanej wody. Te wszystkie wschody i zachody słońca. Te żyrandole, arrasy, malowidła, złote sztućce i tkane przez driady dywany.
    Lecz najpierw jego rodzice musieli umrzeć. Niewykluczone, że on sam zginie razem z nimi. Wtedy brak dziedzica spowoduje, że cała posiadłość zdziczeje, chwasty zagłuszą równo przyciętą trawę i kolorowe kwiaty, pawie padną z głodu, fontanna posypie się, a promienie słońca zatrzymają się na pokrytych kurzem oknach.

    OdpowiedzUsuń
  116. Adres: www.anata-ga-hozon-shiharau.blogspot.com/2013/03/rozdzia-

    Rozdział II

    - Daj jej się wypowiedzieć – założył ręce na piersi, czekając na mój gest.

    - Hmmm? – Utakata ponownie zbliżył się, mamrocząc mi do ucha oraz wywołując przy okazji szereg dreszczy, przebiegających przez moje ciało. Na krótką chwilę zapomniałam, że nie możemy publicznie okazywać uczuć, że jest to zabronione i karane. Miałam to gdzieś.

    Popatrzyłam na Ao, z tym niezidentyfikowanym błyskiem w oku, który nigdy nie wróży niczego dobrego. Nie spuszczając z niego wzroku, dotknęłam rąk Utakaty i powoli je odsunęłam. Widziałam, jak na jego twarzy kwitnie uśmiech zwycięstwa. W tym momencie obróciłam się o sto osiemdziesiąt stopni i oczywiście całkowicie przypadkowo, napotkałam tam usta mojego chłopaka, zamykając przy tym oczy.

    Gdy je otworzyłam, widziałam jedynie zamglone, pozbawione codziennego blasku brązowe tęczówki, wyrażające więcej, niż mogłoby się wydawać. Oświetlał nas tylko księżyc i coś mówiło mi, że nie mogłabym czuć się lepiej niż teraz, co jest jednoznaczne z tym, że coś poszło nie tak.

    OdpowiedzUsuń
  117. 25. Niespodzianka

    http://kukielki-losu.blog.pl/2013/03/22/25-niespodzianka/

    - Ta… – Draco uśmiechnął się do swoich wspomnień. – Nie przewidziałem tylko tego, że się zakocham. Ale ciesze się, że tak się stało… Astoria i jej przyjaciółka Eleonora pomogły mi stanąć na nogi po wojnie… Jaka szkoda, że Eli nigdy nie zobaczyła na jaka piękną i wspaniałą kobietę wyrosła jej córka…

    - Co się stało?

    - Zmarła kilka lat po wojnie. Była bardzo chora… Wielka szkoda… Astoria kochała ją jak siostrę. Chcieliśmy nawet adoptować jej córkę, kiedy jej mąż zaginął, ale… – zamilkł, a jego twarz przybrała bardzo ponury wyraz.

    - W porządku? – zapytała niepewnie Rose.

    - Tak – kiwnął głową.

    OdpowiedzUsuń
  118. 1. Rozdział 12
    2. http://aya-i-mia-fairy-tail.blogspot.com/2013/03/rozdzia-12.html
    3. -Ej! Z czego się śmiejesz?!
    -Ja? – udałam głupią – Ależ z niczego!
    -Wrr…
    -Uważaj bo się w wilka zmienisz!
    -Argh!
    -Haha! A skoro już o wilkach mowa…[…] -Neah! Obudziłeś się! – tak… powiedziałam tą jakże oczywistą rzecz – Jak się czujesz?
    -Jakby mnie ktoś pociął skalpelem i wrzucił pod pociąg. – chłopak zaśmiał się „wesoło”… nie ma to jak jego czarny humor – No nie rób takiej miny! Żartuję przecież!
    -Wiem… I właśnie to mnie załamuje. Co się stało?
    -Nic takiego…
    -Neah!
    -Gdzie Kin?
    -Nic mu nie jest. Nie zmieniaj tematu.
    -Jak nic mu nie jest, jak widziałem, że wyglądał nie lepiej niż ja. I nie zmieniam tematu!
    -No jasne, że nie! A ja jestem mistrzem gildii!
    -Miło mi poznać! Nie wiedziałam, że jesteś tak stara! Powiesz mi w końcu gdzie Kin?! […] Ta… O ile to możliwe zaczerwieniłam się jeszcze bardziej. A wróżki miały zdziwione miny. Co poniektórzy chichotali w najlepsze. W tym Mira… Zmierzyłam ją złym wzrokiem, ale z moją czerwoną twarzą przyniosło to marny efekt. Wkurzona wyszłam z pokoju i ruszyłam zobaczyć co z Kinem… Ta… Po co? Po to żeby i on mnie jeszcze wkurzał? Ta… Sama nie wiem po co, ale poszłam. Szybko go znalazłam i postanowiłam wykorzystać moment, że śpi i mieć chwilę spokoju. Niestety… niewiele ona trwała.

    OdpowiedzUsuń
  119. 1) 2. Duma, Krew i Honor
    2) http://db-thelastsaiyan.blogspot.com/2013/03/2-duma-krew-i-honor.html
    3) Przed nim na okrągłych aksamitnych poduszkach leżało siedem Smoczych Kul. Chwycił tą, do której był najbardziej przywiązany, mającą cztery gwiazdy. Wpatrywał się uważnie w pomarańczowy kształt. Przypomniał sobie, jak dużo czasu minęło od początku tej przygody i uśmiechnął się szczerze.
    - To były czasy… - mruknął do siebie odkładając przedmiot na jego miejsce. W tej samej chwili wyczuł wybuch znanej mu energii Ki. Mina mu zrzedła, gdy dotarło do niego, jak wygląda sytuacja.
    Przeklęty Vegeta i jego duma… - pomyślał wstając – Gdybym tam był… Mam nadzieję, że moi synowie go powstrzymają, zanim zrobi coś głupiego. – monolog w głowie mężczyzny zakończył się, gdy ten stanął przy krawędzi tarasu.
    Wiedział, że wiele tysięcy kilometrów dzieliło go od rodziny i przyjaciół, a on nie mógł do nich wrócić. Nie czuł się z tym najlepiej. Przeciągnął się głośno ziewając.
    - Czas coś zjeść, a później się przespać.
    ***

    OdpowiedzUsuń
  120. Adres: www.uchiha-kyodai.blospot.com
    Tytuł: Uchiha Kyodai. Historia pewnego rodzeństwa.
    Nick: Sheeiren Imai
    Naruto OC

    Nazwa rozdziału: SasuSaku II
    Gdy przerzuciłem swój wzrok na Sakurę, ta ruszyła w stronę Larwy, która nadal bezradnie siedziała w błocie po pas, co chwilę powtarzając moje imię. Schyliła się do niej i szepnęła coś na ucho. Mina Rudej zrzedła, a Haruno oddaliła się od niej z cwaniackim uśmieszkiem na ustach.

    - Maaashi-kuuuun! – kolejny pisk przeszył powietrze, przyprawiając mnie o głęboką irytację. Już chciałem coś powiedzieć, gdy…

    - Tak, kochanie? – ku mojemu zdumieniu Harashi właśnie … wyskoczył zza krzaków i podpełznął do Karin. W sumie to zastanawiam się, dlaczego nasz drużynowy pedał nagle przerzucił się na Rudą. Nie, żebym narzekał, czy coś, ale z tego co wiem, to jest on gejem, a z moich informacji wynika, że Karin jest dziewczyną, co wewnętrznie się kłóci. A to podobno kobiety są skomplikowane. A jeśli Mashi nie jest mężczyzną?!

    - Znajdź mi okularyyyyy – wyglądali przesłodko, aż do porzygu. Dwójka ciot, klęczących po pas w błocie, mizdrzących się do siebie. Szczyt marzeń…

    - Hahahah – Sakura, która stała jakieś dwa metry ode mnie, wybuchła głośnym śmiechem. Miała na sobie krótkie czarne spodenki, tego samego koloru stanik i coś podobnego do siatki (drutu kolczastego?) na brzuchu. Ten strój cholernie podkreślał jej wysportowaną sylwetkę, której nigdy nie widziałem u Karin, a to z reguły ona woli ten typ ubierania się. Haruno również zapatrzyła się na mnie, przenosząc ciężar ciała na jedną nogę. Uniosłem jedną brew do góry, a on zrobiła dokładnie to samo, aby po chwili otaksować mnie wzrokiem od góry do dołu i puścić mi oczko.

    Hmpf.

    OdpowiedzUsuń
  121. Adres rozdziału: http://tajemnice-przeszlosci.blogspot.com/2013/03/odpoczynek.html
    Rozdział 18 - Odpoczynek
    Fragment:
    (...) - Czas się zbierać – stwierdziła i zdjęła z siebie kołdrę, wstając z łóżka. Gdy Kakashi zobaczył swoją koleżankę, jego twarz przybrała koloru intensywnej czerwieni.
    - Pięknie – warknęła pod nosem, widząc jak stoi w skąpych czarnych koronkowych figach i obandażowanej górnej części ciała. – Zabiję kiedyś tą Tsunadę – dodała kąśliwie. – Odwróć się jeśli nie możesz na mnie patrzeć – przewróciła oczami, widząc jak szarowłosy jest speszony i zawstydzony. Posłusznie odwrócił głowę, próbując nie patrzeć.
    - Pod ścianą jest torba z twoimi rzeczami, Hokage kazała ci zostać kilka dni pod moją opieką – wydukał z ledwością, a jego zawstydzenie nie mijało.
    - Jeszcze lepiej – mruknęła i zaczęła grzebać w swoich rzeczach. Męska ciekawość Kakashiego wzięła nad nim górę i ukradkiem spoglądał w stronę sąsiadki. Nie ukrywał tego, że podobało mu się to, co widział przed sobą. Pod jego maską niepostrzeżenie pojawił się nieznaczny uśmiech. Nie zauważył jednak, że wszystkiemu przygląda się czerwonowłosa.
    - Zdecyduj się w końcu, czy możesz na mnie patrzeć, czy nie – założyła ręce na biodrach i spojrzała na niego z irytacją. Mężczyzna momentalnie wyrwał się z zamyślenia i aż podskoczył na usłyszane słowa. Jego policzki powtórnie się zaróżowiły, a wyraz twarzy pokazywał tylko zakłopotanie i wstyd.
    - Faceci – kunoichi westchnęła tylko teatralnie i złapała w ręce przygotowane przed chwilą ubrania.(...)
    Uśmiechnęła się pod nosem widząc przed sobą zdjęcia.
    - Biały Kieł Konohy z małym Kakashim i drużyna Minato jeszcze w pełnym składzie – oznajmiła pogodnie.
    - Sporo wiesz – podsumował, przyglądając się jej zadowolonej twarzy.
    - Fajne były z was dzieciaki – rzuciła unosząc kąciki ust i odkładając ramki na miejsce. – A Namikaze był dobrym Hokage, Naruto sporo odziedziczył po ojcu i idzie w jego ślady – dodała.
    - Skąd wiesz o Czwartym i Naruto? – zdziwił się.
    - Przecież sporo ludzi ma tego świadomość, ale to skrzętnie ukrywają przed dzieciakiem – wyjaśniła ze spokojem. – Tak w ogóle to kto robił wam te dwa zdjęcia? – spytała, pokazując na ramki przedstawiające dziecięce lata Jonina. Mężczyzna podrapał się po głowie w zastanowieniu.
    - Pewnie samowyzwalacz – wzruszył ramionami.
    - Pewnie tak – rzuciła ciszej, a na jej twarzy pojawił się ledwo widoczny uśmiech. (...)

    OdpowiedzUsuń
  122. Poświęcając ratujesz, ratując umierasz.
    http://anata-ga-hozon-shiharau.blogspot.com/2013/03/rozdzia-iii.html

    Rozdział III
    Po mojej prawej biegła Rina, a z lewej Raiga Kurosuki – dość znany w Kiri ninja. Potężny, władczy i nie posiadający żadnych zasad. Towarzystwo marzenie. Przemieszczaliśmy się w milczeniu. Każdy zajęty był sobą i nie miał ochoty wdawania się w jakiekolwiek konwersacje. Słońce dopiero wschodziło, tworząc na niebie przepiękną, pomarańczowo-żółtą łunę. Chłód nie doskwierał mi już tak, jak kilka godzin temu, a jedyne co mnie irytowało to przemoczony but. Muszę pamiętać, aby go wysuszyć na postoju, bo inaczej cienko widzę moją dalszą wędrówkę…

    Biegliśmy przez Las Cieni. Nazwany tak został nie bez powodu. Mnóstwo drzew tworzy mnóstwo cieni – to część logiczna tej zagadki. Do tego mieszkają tu dziwne zwierzęta. Z reguły wszystkie specjalizują się w wydawaniu różnorodnych odgłosów oraz specyficznym, krótkotrwałym genjutsu. To niebezpieczne miejsce, w które nikt o zdrowych zmysłach nie zapuszcza się samemu. My jednak tak liczną grupą, teoretycznie powinnyśmy być bezpieczni.

    Z jednej strony czułam się dobrze podążając z żywą obstawą, lecz z drugiej… Co jak co, ale ta obstawa, to nadal banda napalonych zboczeńców. Westchnęłam, poprawiając szybko plecak, aby nie stracić równowagi. Znajdowałyśmy się na przedzie kolumny, w trzecim rzędzie od Ameyuri. Z wysoko postawionych ninja, w tej Dywizji jest jeszcze Kushimaru i Zabuza. To oni biegną obok Ringo, która dzielnie prze do przodu. To kobieta, która chyba niczego się nie boi. W pewnym sensie ją podziwiam, lecz… wolę być słabsza i mieć przy sobie Rinę i Utakatę, niż przez własną potęgę skazać się na samotność.

    OdpowiedzUsuń
  123. Chaper IV
    Adres: http://opowiadanie-o-district-3.blogspot.com/2013/03/chaper-iv.html

    -Nie odchodź, proszę zostań - powiedziała zachrypłym i z ciszonym głosem. Podszedł do łóżka i położył się obok nastolatki, a ta przykryła go ciepłym kocykiem. Położyła się na jego barku i spojrzała mu w oczy. -Chciałabym żeby zawsze tak było.
    -Nie martw się zawsze tak będzie - przekręcił się w jej stronę i ucałował jej rozgrzane czoło - Mam taką nadzieję - wyszeptał w czubek głowy niebieskookiej. Przymknęła oczy i próbowała usnąć. Jego bliskość nie dawała jej spokoju. Otworzyła oczy i spojrzała na Parsons'a. Właśnie w tej chwili szybkim sposobem chłopak zamknął oczy. Udawał że już dawno usnął. Tak samo jak Natalie bliskość drugiej osoby nie dawała mu zasnąć. Chciał żeby była bezpieczna. Po chwili poczuł że ktoś muska jego policzek. Wiedział że to ona, ale nie ważył się otworzyć oczu. W środku był uradowany jak mały straszny potwór (czyt.dziecko). Skakał ze szczęścia, ale na zewnątrz tego nie okazywał. Słyszał szelest tego jak dziewczyna po woli odsuwa się od niego. Momentalnie obydwoje zasnęli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam poprawny tytuł rozdziału to:
      Chapter IV

      Usuń
  124. http://oszukac-smierc.blogspot.com/2013/04/rozdzia-vi.html
    Rozdział VI
    "Było tak zwyczajnie, tak normalnie, że aż nienaturalnie, co krępowało Sasuke. Siedział on naprzeciwko Naruto, nie racząc nawet przywitać czy chociażby odwrócić się i spojrzeć na tę, która weszła do gabinetu, przerywając dość wymowne milczenie. Nie miał sobie przyswojonych jeszcze na tyle ludzkich odruchów, by umieć się pogodzić z własną pozycją. Czuł za to dumę, ogromną dumę, która zabraniała mu patrzeć na osobę , która już dwukrotnie przyczyniła się do zachowania przez niego życia. Przyznanie się do wdzięczności byłoby dla niego tym bardziej bolesne, bo Sakura była kimś, z kim nie chciał mieć nic wspólnego. To natomiast wiązało się z faktem, że wtargnęła do jego bytności bez pytania i zdziałała już całkiem sporo. Jak sam zdołał zauważyć, było to błędne koło, przed którym ucieczką była tylko ignorancja wobec jej osoby".

    OdpowiedzUsuń
  125. Adres rozdziału: http://tajemnice-przeszlosci.blogspot.com/2013/04/w-klatce-nienawisci.html
    Rozdział 19 - W klatce nienawiści
    Fragment:
    (..) - Alice – Piąta skierowała swój srogi wzrok w jej stronę. – Miałaś odpoczywać – podniosła ton.
    - Czuję się wyśmienicie, nic mi nie jest – czerwonowłosa przewróciła oczami, widząc wyraz twarzy swojego rozmówcy.
    - Ja już znam te twoje nic mi nie jest, a potem znajdują cię wycieńczoną – burknęła w jej stronę, opierając twarz o dłoń.
    - Na moim miejscu zrobiłabyś to samo – mruknęła niechętnie rubinowooka.
    - Co cię do mnie sprowadza? – zmieniła temat.
    - Kiedy wysyłacie Naruto poza wioskę? – spytała poważnie.
    - Jutro rusza na długą misję rangi S – odpowiedziała lekko zaskoczona usłyszanym pytaniem.
    - Świetnie, to jeszcze zdążę go złapać zanim go odetniecie od wojny – rzuciła w lepszym nastroju.
    - Dlaczego go szukasz? – zapytała zdumiona jej reakcją.
    - Mam sprawę – odparła pogodnie Alice.
    - Tylko nie rób nic głupiego – blondynka zmarszczyła brwi lekko zaniepokojona.
    - Spokojnie, nikt nie ucierpi – uśmiechnęła się do niej i wyszła z pomieszczenia, a po chwili znalazła się przed Budynkiem Administracyjnym. Przykucnęła i przyłożyła swoją dłoń do podłoża, przymknęła oczy i po chwili wyczuła znajomą chakrę. Uśmiechnęła się pod nosem i rozpłynęła się w powietrzu. (...)
    Stała w ciemnym pomieszczeniu, a wokół słychać było kapanie wody. Rozejrzała się na boki i zauważyła, że znajduje się w jakiejś piwnicy, a woda sięga jej do kostek. Zarzuciła kaptur swojego płaszcza na głowę i stłumiła chakrę. Zaczęła iść powolnym krokiem przed siebie tak, by robić to jak najciszej. Zatrzymała się przed ogromnymi kratami, była taka malutka. Spojrzała w górę i odnalazła pieczęć, która nie pozwalała czemuś wyjść. Uśmiechnęła się zadziornie pod nosem, wiedziała co jest po drugiej stronie. Było cicho, nienaturalnie cicho.
    - Czego ode mnie chcesz Naruto – usłyszała grube i głośne warknięcie zza bramy, nie był to przyjemny dźwięk.
    - Tak witasz się ze starą znajomą? – odezwała się głośno, a z jej twarzy nie schodził uśmiech. Po tym pytaniu poczuła przypływ ogromnej ilości negatywnej chakry z pomieszczenia naprzeciwko.
    - Nie możliwe – powiedział złowrogo, a przed nią pojawiły się dwa ogromne czerwone ślepia.(...)

    OdpowiedzUsuń
  126. Uchiha. Historia pewnego rodzeństwa...
    http://uchiha-kyodai.blogspot.com/2013/04/sasusaku-iii_6.html

    SasuSaku III
    - Czemu tak bardzo jej nienawidzisz?
    - To mój cel. Nienawiść daje mi siłę – warknął, zbliżając się do mnie.
    - W nienawiści jest strach – odpowiedziałam, czekając na cios, którego się spodziewałam. Uchihom się nie sprzeciwia, z nimi można się tylko zgadzać.
    - Niczego się nie boję – odparł, nie spuszczając ze mnie wzroku.
    - W takim razie nie jest odważny – powiedziałam, teraz będąc już pewna wybuchu Sasuke.
    - Dlaczego? – zadał to pytanie cichym, pewnym głosem, lustrując mnie swoimi czarnymi oczami.
    - Zawsze mi powtarzano, że od­wa­ga to pa­nowa­nie nad strachem, a nie brak strachu.
    - „Jesteś za słaby braciszku. Za mało w tobie nienawiści.” Mówi ci to coś? – moje samozaparcie i szanse na wygranie tej naszej walki topniały w oczach. Co do ciebie trafi Sasuke?
    - Jednak ciężko sprawić, aby twoje myśli do kogoś dotarły – odpowiedziałam cicho i zostawiając go samego nad brzegiem skierowałam się do kryjówki. A wszystko dlatego, jeśli nie walczysz naprawdę, to walka nie ma sensu.

    OdpowiedzUsuń
  127. 1. Rozdział trzeci "Tobi, co to było?!"
    2. http://kami-no-musume.blogspot.com/2013/04/3-tobi-co-to-byo.html
    3. "Maska upadła, rozbijając się na dwie połowy. Aiko wpatrywała się w Tobiego rozszerzonymi ze zdziwienia oczami, nie zwracając kompletnie uwagi na to, że młodszy Uchiha może ją zobaczyć. W tym czasie jego krewny rozejrzał się niespokojnie i chwilę dłużej zatrzymał się na dziewczynie."

    OdpowiedzUsuń
  128. 1. Rozdział 6
    2. http://amor-vincit-omnia-carpe-diem.blogspot.com/2013/03/rozdzia-6.html
    3. " Kolejne osoby przelatują mi przed oczami. Moje serce przyspiesza. Ramię strasznie boli. Krzyczę z bólu. Trybut podnosi dłoń, trzyma w niej sztylet taki sam, jak ten którym podrzynałam kukłom gardła. Zamachuję się. Chcę spojrzeć w jego oczy, ale nie widzę już trybuta. Dziewczyna o niebieskich oczach uśmiecha się do mnie. Blond włosy szesnastolatki falują na wietrze. Jej ostrze jest kilka centymetrów od mojej klatki piersiowej. Patrze na swoją twarz. Na mnie, na Grace. Grace bez zastanowienia i zawahania wbija ostrze noża w mój brzuch. Jej śmiech, mój śmiech niesie się przez polankę."

    OdpowiedzUsuń
  129. Numer rozdziału: 8
    BEZPOŚREDNI ADRES do rozdziału: http://rise-of-the-guardians.blogspot.com/2013/04/piasek_7.html
    Krótki opis lub fragment rozdziału: - Jack. – szepnęła, odgarniając delikatnie włosy z jego czoła. Badała wzrokiem każdy skrawek jego twarzy, mając nadzieje, że nic mu się nie stało. Ten, obolały próbował się podnieść. Z trudem mu się to udawało. Z jego ust można było usłyszeć ciche jęki. – Wiesz co to było? – zapytała. On spojrzał na nią niepewnie.

    - Nie… nie mam pojęcia. – odparł, patrząc na swoją laskę. North, Zając i Zębuszka spojrzeli na niego, a potem ich wzrok spoczął na niej. Ona, widząc ich pytające spojrzenia, popatrzyła na nich, lecz po chwili spuściła wzrok.

    W tym samym czasie, na polanie niedaleko miasteczka stał Pitch, przyglądając się wlatującym do portalu saniom z strażnikami. Wokół niego powoli zbliżały się koszmary.

    OdpowiedzUsuń
  130. Uchiha Kyodai
    http://uchiha-kyodai.blogspot.com/2013/04/sasusaku-iv.html

    SasuSaku IV

    Jesteś - a więc musisz minąć.
    Miniesz - a więc to jest piękne.

    Chciałabym w to wierzyć. Jednak dlaczego Sasuke zabrałeś kiedyś tak dużą cząstkę mnie, że jeśli miniesz ty, minę i ja?

    Jestem tchórzem. Wielkim tchórzem, który boi się spojrzeć rzeczywistości w oczy i powiedzieć: to ja mam nad tobą władzę, a nie ty nade mną. Ulegam wpływom ludzi i często daję się nabrać na rzeczy oczywiste, będąc zbyt łatwowierną. Nic z tym jednak nie zrobię, ty również. Nieodłączna partia mojej osobowości może ulec tylko małym zmianom. Z charakterem człowiek się rodzi. W późniejszych etapach swojego życia, potrafię go niestety jedynie w małym stopniu modelować.

    Gdy moje nogi wkroczyły na inny teren, zdjęłam buty i wzięłam je w rękę, aby poczuć pod stopami nagrzany piasek, który nie zdążył się jeszcze oziębić, po tym niespodziewanym zniknięciu słońca. A powinno ono jeszcze kilka godzin nieustannie gościć na niebie. Westchnęłam, widząc jego sylwetkę w oddali. Siedział na ziemi, zapatrzony w morze, zdając sobie zapewne sprawę z mojej obecności. Ignorując ścisk w żołądku i przyspieszone bicie serca, nieprzerwanie kroczyłam przed siebie, grając „Odważną Sakurę”.

    Może to prawda, że za często gram? Staram się wyglądać jak ktoś, kim nie jestem? Lecz czy bez tego potrafiłabym się odnaleźć, a moi znajomi nadal byliby przy mnie? Pytania bez odpowiedzi, czy to już nie robi się nużące?

    OdpowiedzUsuń
  131. III Rozdział: Pieskie sprawy. (1)
    http://niczego-wiecej.blogspot.com/2013/04/iii-rozdzia-pieskie-sprawy-1.html

    - Och, racja! Przecież ty nie masz o niczym zielonego pojęcia – powiedziała kobieta. – Chodziło mi o Hogwart. Szkoła do, której uczęszczali twoi rodzice. Czytałaś kiedyś Historię Hogwartu?
    - A powinnam?
    - Niekoniecznie… powiedzmy, polecałabym tę lekturę. Same suche fakty i masa nieprzydatnych informacji. A jak już dojdziesz do ciekawszych i bardziej przydatnych rzeczy będziesz tak zanudzona poprzednim tekstem, że nawet nie zauważysz wzmianki o ukrytych przejściach.
    - Więc dlaczego pytałaś się czy ją czytałam? – zapytała się dziewczyna.
    - Bo gdybyś jednak ją przeczytała, to miałabym pewność, że wiesz cokolwiek.
    - Na temat...?
    - Hogwartu! – odparła kobieta podniesionym głosem. – Julie odnoszę wrażenie, że przestałaś mnie słuchać w trakcie rozmowy albo wyłączyłaś myślenie.

    OdpowiedzUsuń
  132. 1. 7. Ślub Petunii
    2. http://who-will-protect-me.blogspot.com/2013/04/7-slub-petunii.html

    3. - Mówiłam wyraźnie, że serwetki mają być ułożone w kształt ŁABĘDZI, a nie jakichś wachlarzy! To przecież KATASTROFA! – wydzierała się Petunia. Ubrana była w wielką, rozłożystą suknię ślubną, z dużą ilością falban. Lily przemknęło przez myśl, że przez swoją długą szyję, jej siostra sama wyglądała trochę jak łabędź.
    - Nie można powierzyć tym partaczom najprostszej roboty! – wspierał ją jej przyszły mąż, Vernon Dursley, stojący obok w swoim przyciasnym fraku.
    - Kochanie, spokojnie, przecież świat się od tego nie zawali… - próbował uspokoić Petunię ojciec.
    - Twój może nie, ale mój tak! To MÓJ dzień ślubu, wszystko powinno być tak jak JA sobie to wymarzyłam, a marzyłam o serwetkach w kształcie pięknych łabędzi, a nie beznadziejnych wachlarzy!
    - Wiesz Petuniu, jeżeli tak bardzo ci na tym zależy, to Lily mogłaby… - zaczęła mówić spokojnym głosem jej mama.
    - O nie! ONA niech się trzyma od wszystkiego z daleka z tymi swoimi dziwactwami! I tak zmusiliście mnie, żeby została moją druhną, jak coś zepsuje, to będzie wasza wina! – krzyczała coraz bardziej czerwona Petunia.

    OdpowiedzUsuń
  133. Poświęcając ratujesz, ratując umierasz.
    http://anata-ga-hozon-shiharau.blogspot.com/2013/04/rozdzia-iv.html

    Rozdział IV

    - Emm, hemmm. Przepraszam, że się zachowałem – przerwał blondyn, trzymając partnerkę za rękę – jestem Minato, a to jest Kushina.

    - Umiem się przedstawić, dattebayo! – wrzasnęła na niego, grożąc palcem. Z mojego gardła wydobył się cichy śmiech i nawet Rinie udzieliło się trochę mojej radości – jestem Uzumaki Kushina!

    - To już wiemy – odparła siostra, której dobry humory zdążył się już ulotnić.

    - O Boże, wy jesteście identyczne, identyczne! Widziałeś Minato? Widziałeś? – pokazywała na nas, to na jedną, to na drugą. Przypominała mi skaczącą dla przekąsek małpę w cyrku, o której jako dziecko czytałam sobie do snu. Moje wyobrażenia właśnie odnalazły swoje odniesienie w rzeczywistości. Zawsze chciałam zobaczyć, jak jeździ na takim małym, dwukołowym rowerku…

    - Tak, kochanie – Minato ponownie się uśmiechnął i podrapał się zakłopotany po karku. Ruda umilkła i patrzyła na nas z zaciekawieniem.

    - To jak się nazywacie? Zapomniałam już – westchnęła i lekko uderzyła się wewnętrzną stroną dłoni w czoło. Dziwnie ci shinobi z Liścia, dziwni.

    OdpowiedzUsuń
  134. Rozdział V Czas na zmiany

    http://szkola-liscia.blogspot.com/2013/05/chapter-5.html#more

    Wstałem z krzesła i usiadłem na brzegu kozetki. Od razu poczułem, jak Konan zadrżała na samą wieść, że jestem blisko niej. Mimo wszystko, musiałem zrobić coś, by ona w końcu pojęła, że nie jest sama i może na mnie polegać. Zresztą nie tylko na mnie.
    - Konan... - szepnąłem, starając się ją uspokoić.
    - Proszę cię, wyjdź - wymruczała, zaciskając pięści. - Nie chcę, żebyś widział mnie w tym stanie. Jak wyjdę ze szpitala, to do ciebie zadzwonię, obiecuję - zaczęła nerwowo się usprawiedliwiać. Niestety, nie byłem na tyle głupi.
    - Naprawdę jesteś głupia - powiedziałem szeptem, po czym ukradkiem przeszedłem na drugą stronę łóżka i przykucnąłem przed twarzą Konan. - Tyle razy już cię widziałem płaczącą, że to naprawdę nie jest dla mnie nic nowego - dodałem, starając się uśmiechnąć jak za dawnych lat.
    Konan od razu chciała uciec przed moim wzrokiem, jednak nie miała takiej możliwości. Kiedy już ją zobaczyłem, rozpłakała się jeszcze bardziej. Nie powiem, bo serce zaczęło mnie cholernie uciskać. Nigdy nie lubiłem, gdy ktokolwiek z moich przyjaciół - szczególnie dziewczyn - przy mnie płakał. Zawsze spełniałem stanowisko osoby, która wszystkich rozwesela swoimi żartami lub wygłupami. Jedynie Konan wiedziała, że mam też inną część, która sama siebie zabija w środku. Wydaję mi się, że to właśnie dlatego zawsze była obojętna na moje żarty i ze spokojem przyjmowała moje wygłupy - chciała, abym był sobą.
    Niebiesko włosa wstała do pozycji siedzącej, po czym wolno się opanowując wytarła dłonią łzy. Szczerze, nawet wiele nie myślałem, tylko tak jak za czasów dzieciństwa, przytuliłem ją do siebie. Tym razem nie była obojętna, tak jak ostatniego dnia wakacji, ale mocno mnie objęła. I znowu zaczęła płakać.
    Chociaż nie powinienem, dopiero wtedy poczułem, że odzyskałem swoją przyjaciółkę. Prawda jest taka, że tak dokładniej to nigdy jej nie straciłem, ale przez tą przerwę, która nas poróżniła, czułem się, jakbym został sam. Dopiero ten płacz, który odświeżył we mnie wszystkie wspomnienia z dzieciństwa sprawił, że poczułem się pewny. Pewny tego, że Konan się nie zmieniła.

    OdpowiedzUsuń
  135. The inner face.
    http://the-inner-face.blogspot.com/2013/05/ii.html

    Otwieram wszystkie szafki po kolei i sprawdzam ich zawartość. Nawiasem mówiąc zastanawia mnie, co ktoś taki jak Uchiha mógłby robić w wolnym czasie? Nie wygląda na miłośnika zwierząt, ci są bardziej otwarci dla świata i nic tylko zachwycają się wszystkimi futrzastymi potworkami. Wiem, bo przyjaciółka mojej żony, Yamanaka, tak ma. Widzi futrzaka, słychać pisk, a potem ustanawia kolejny rekord w bieganiu na tych swoich lodołamaczach z 15-centymetrowym obcasem. Parę sekund i wziuuuu! Już jej nie ma… co nie byłoby takie złe (nie słychać jej ciągłego trajkotania o niczym), gdyby nie fakt, że mogłaby sterczeć przed tym zwierzęciem godzinami (biedne zwierzę) i zachwycać się nim, a kiedy już uda nam się ją od niego odciągnąć zaczyna się kolejna faza i z trajkotania przechodzi do szczebiotania i zachwycania się nad tym jaki jest słodki, milusi, śliczniusi i w ogóle… ugh! Boże, nienawidzę zakupów z babami! Nie wygląda także na wędkarza, ani takiego, co by interesował się jakoś specjalnie sztuką. Na kulturystę też się raczej nie nadaje… hm… hm… mhm! Już wiem! Pewnie rozwiązuje zagadki kryminalne w raz ze swoim ojcem! Czyli jednak krzakożerne krety to był zły pomysł…
    Wzdycham zrezygnowany. Dobra, Naruto, oficjalnie jesteś zmęczony po całym dniu krojenia trupów, głodny i zaczyna ci odpierdalać!

    OdpowiedzUsuń
  136. Poświęcając ratujesz, ratując umierasz.
    www.anata-ga-hozon-shiharau.blogspot.com

    Rozdział V
    - Uciekaj – warknęłam, składając znaki i obserwując wrogów, którzy powoli nas otaczali.

    - Chyba żartujesz – fuknęła, zaciskając dłonie na flecie.

    - Uciekaj! – krzyknęłam – jestem twoim dowódcą, to rozkaz – zamknęłam oczy, a z moich ust zaczęła wypływać głośna, śpiewana wysokim głosem melodia.

    - Niech cię szlag, Shee – szepnęła i odbiegła, zabijając po drodze dwóch shinobi.

    Ja i wy. Wy i ja. Zostaliśmy sami w tej popierdolonej grze, którą jest wojna.

    Moje ręce uciekły na boki, a klatka piersiowa powędrowała do góry. Głowa odchyliła się w tył, a wirująca wokół mnie chakra odbijała wszystkie ataki. Na ziemi utworzył się klucz wiolinowy – znak mojego klanu – wypuszczając z siebie nuty, wędrujące po podłożu. Było ich dokładnie tyle ile przeciwników, którzy zahipnotyzowani moją melodią stali w bezruchu, z zamkniętymi oczyma. Gdy każda nuta dotarła do swojego właściciela, skumulowałam największą ilość chakry, jaką byłam w stanie zgromadzić. Zaciskałam zęby z bólu rozsadzającego mnie od środka, lecz mimowolnie z mojego gardła wydostał się krzyk. W momencie gdy ucichł, shinobi wydali ostatnie tchnienie, a ja z wyczerpania upadłam na kolana. Nuty powróciły do mnie, klucz zniknął, a mój wisiorek zabłysnął bielą, parząc mi skórę i tym samym pogłębiając dawną już bliznę.

    OdpowiedzUsuń
  137. Uchiha Kyodai
    http://uchiha-kyodai.blogspot.com/2013/05/rozdzia-xxxi_9.html

    Rozdział XXXI
    - Kyaaaa! Wy naprawdę jesteście bardzo do siebie podobni! – przestałam wpatrywać się w Sasuke, na rzecz kochanej Mirandy.

    - Ty naprawdę jesteś taka głupia, czy tylko udajesz? – syknęłam, bo jak przed chwilą było źle, ale stabilnie, to teraz cała równowaga mojego nastroju ponownie zdaje się walić.

    - Ogólnie to jestem dobrą aktorką! – nadal niezrażona stała naprzeciwko mnie, po drugiej stronie stołu.

    - Chwalisz się, czy żalisz? – spytałam, mając nadzieję, że w końcu się zamknie. Poczułam lekkie wyrzuty sumienia, gdy jej radosny ogon oklapł, a iskierki w oczach zniknęły. Lecz co szybko naprawiło moje samopoczucie? Brak jej głosu…

    - Sasuke-kuuuun! – no kurwa, no nie. Z pomocą chakry, natychmiast znalazłam się obok kolejnego źródła hałasu, przygważdżając jak się okazało kolejną istotkę (tym razem rudą) do ściany.

    - Możesz łaskawie zamknąć paszczę? Jeśli nie, to bardzo chętnie ci pomogę – warknęłam puszczając dziewczynę, która po chwili zaryła o podłogę. Otrzepałam sobie dłonie, bo jeszcze czymś się zarażę i z nieobecnym wzrokiem ruszyłam w stronę stołu. Wiedziałam, że wszyscy się na mnie patrzą, ale w sumie: kogo to obchodzi?

    OdpowiedzUsuń
  138. 30. Zakład
    http://l-e---j-p.blogspot.com/2013/05/30-zakad.html
    Jego twarz zaczęła zbliżać się ku mojej. Nie chciałam mu pozwolić, by skradł kolejny pocałunek, ale silna wola gdzieś uciekła. Dzieliło nasze usta tylko kilka milimetrów, kiedy ten dupek musiał wszystko zniszczyć.
    — Nie, to by było za proste.
    I nastrój zniknął. Czar prysł.
    — Wiesz co, Evans, ty mnie kochasz. — Chciałam zaprotestować, ale mi na to nie pozwolił. — I tylko marzysz o kolejnych pocałunkach.
    — Nie prawda!
    — Nie wierzę ci.
    — Co, chcesz się założyć?
    — Dobra. A o co konkretnie?
    Dureń.
    — Kto pierwszy się wykruszy i pocałuje, w usta — Dodałam z chytrym uśmiechem. — do północy, czyli to będziesz ty, bo tylko marzysz o moich ustach, Potter, przegrywa.
    — Nie byłbym tego taki pewien, Evans. Jeśli przegrasz, umówisz się ze mną.
    — Nie, jeżeli TY przegrasz, to TY umówisz się ze mną!

    OdpowiedzUsuń
  139. Numer rozdziału: 41.
    Adres do rozdziału: http://aomi-aka.blogspot.com/2013/05/rozdzia-41.html
    Krótki opis lub fragment rozdziału:

    Potem wszystko trwało ułamek sekundy - jego ręce ześliznęły się z ramion, na dłonie, kiedy coś ukuło mnie w pierś. Opuściłam wzrok, z zaskoczeniem spoglądając na sztylet i ściekającą po nim krew. W pierwszej chwili myślałam, że to moja własna - ostrze jednakże wbijało się tylko delikatnie, więc to było niemożliwe.
    Aomi...
    Wydałam z siebie zduszony jęk, gdy zrozumiałam, że klinga przechodzi na wylot przez ciało lalkarza. Dostrzegłam jedynie jego oszołomienie i wtedy doszło do mnie, że ktoś właśnie wbił mu sztylet prosto w serce.
    - Nie przeszkadzam wam? - głos mężczyzny przesycony był słodyczą, ale u mnie i tak wywołał odpłynięcie krwi z twarzy. Zabawne, że w obliczu takiej sytuacji, pomyślałam sobie, że reakcja Deia na Miyu była na ogół dość podobna do mojej. Ja i blondyn przeżywaliśmy jednocześnie dwa, przeciwstawne sobie uczucia - paniczny lęk i radość tak wielką, że rozsadzała serce.
    - Madara - wydukałam, a czarnowłosy uśmiechnął się szelmowsko [...].

    OdpowiedzUsuń
  140. Rozdział 44: Wilk, Yena i Klaus
    http://dusze-cieni.blogspot.com/
    Wraz z Alariciem szukaliśmy informacji, wpierw o Filatiranie, co podsunęła nam Elena, jednak na próżno. Potem Saltzman wpadł na pomysł odszukania czegoś na temat doppelgeangera. Z początku nie widziałam w tym sensu, jednak po czasie bezowocnych poszukiwań natrafiliśmy na wzmiankę o czarownicy z rodu Petrovych.
    - Prababka Katherine? – zapytałam czarownika starającego się odszyfrować tajemnicze symbole, będące czymś w rodzaju obrazkowego pisma.
    - Tak i wydaje mi się, że uniesposób będzie ją pominąć w całej tej historii. Nie rozumiem tylko dlaczego Katherine, skoro posiadała moc, a musiała takową mieć, pozwoliła przemienić siebie w wampira, skoro mogła walczyć ze swoimi wrogami.
    - Może nie była wystarczająco silna? – podsunęłam, mężczyzna spojrzał na mnie przeszywającym wzrokiem. Rozważał to.
    - To bardzo możliwe – zamilkł.

    OdpowiedzUsuń
  141. 5
    http://knightwalker.mylog.pl/2013-05-28/5_
    Mężczyzna uniósł jedną rękę i nie odrywając od niego wzroku i nie otwierając ust wysadził dziurę w ścianie korytarza. Nie, nie wysadził. Nie było żadnego dźwięku, jedynie idealnie okrągły otwór ziejący w ścianie. Kish podszedł trzy kroki. Otwór nie poprzestał na jednym korytarzu. Dalej trzy inne ściany wyglądały dokładnie tak samo, za nimi była już tylko otwarta przestrzeń nie mogąca ucierpieć od mocy nieznajomego.

    OdpowiedzUsuń
  142. Numer rozdziału: 42
    http://aomi-aka.blogspot.com/2013/06/rozdzia-42.html

    Odwróciłam się, chcąc dorwać Uchihę, ale praktycznie wpadłam w niego nosem, bo akurat stał za mną. Odsunęłam się jak najdalej się dało, krzyżując ręce na piersiach.
    - Mam sprawę - zaczęliśmy jednocześnie i oboje unieśliśmy brwi, spoglądając na siebie. Co za scena, jak wyjęta z jakiegoś tandetnego romansu, dajcie spokój. Przygryzłam wargę, wbijając paznokcie w skórę.
    - Mam do ciebie parę pytań - zaczęłam, a on przerwał mi, unosząc dłoń.
    - To musi zaczekać. Ale dobrze się składa, po przybyciu do Ame chciałem z tobą porozmawiać - stwierdził zimno, po czym wyjął z kieszeni parę czerwonych kapsułek i wyciągnął z nimi rękę. Palcami chwyciłam za dwie, przyglądając im się z zainteresowaniem. - Powinny zregenerować pokłady chakry na tyle, byśmy dotarli do Ame w jak najkrótszym czasie. Nie zostawaj z tyłu.
    Bez słowa łyknęłam jedną z nich, choć w zasadzie doszła do niej jeszcze gorzka pigułka, która pojawiła się w moim przełyku na skutek jego słów. Traktował mnie jak najsłabsze ogniwo, byłam w jego oczach zupełnie bezużyteczna.
    Nikt mnie wcześniej nie uprzedzał, że miłość jest tak bolesnym, toksycznym, żrącym i niszczycielskim uczuciem. Gdyby mnie ostrzeżono, rytualnie rzuciłabym się z mostu nim na dobre zakorzeniła się w tej kpinie, zwaną moim sercem - zamiast tego stałam naprzeciw niego z wzrokiem zogniskowanym na jego twarzy. I choć w końcu patrzył wyłącznie na mnie, wcale nie czułam się przez to lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  143. Rozdział 3.
    http://wszystko-za-wszystko.blogspot.com/2013/06/3-rozeznac-sie-w-nieznanym.html

    Czuję, że oczy wszystkich uczniów są zwrócone na mnie. Nie lubię, gdy ktoś zwraca na mnie przesadną uwagę. Nie radzę sobie z tremą. Teraz też pocą mi się ręce i cała drżę. Czapka delikatnie się porusza i szepcze:
    - Och, szczere serce wypełnione odwagą i miłością, tak dobre i tak różnego od serca tego, którego imię budzi postrach. Choć tak wiele je łączy. Taki ciężki los. Zmierzyć się z samym sobą. Gdzie by cię przydzielić, gdzie łatwiej będzie dojrzeć ci do próby? Gryffindor? Nie, raczej nie. Wiele, ambicji jest w tobie, ale uważaj żeby cię nie przygniotła. Będziesz o krok od stania się taką jak on. Będziesz miała wybór, gdy dowiesz się wszystkiego. A dowiesz się wszystkiego jedynie w Slyterinie. A więc SLYTERIN!

    OdpowiedzUsuń
  144. Numer rozdziału: Rozdział piąty
    BEZPOŚREDNI ADRES do rozdziału: http://wojna-uczuc.blogspot.com/2013/06/rozdzia-piaty.html
    Krótki opis lub fragment rozdziału:

    Skierowałam wzrok na stojącego obok Sasuke. Wiatr rozwiewał mu włosy, przez co wyglądał jeszcze seksowniej, o ile w ogóle było to możliwe. W tym garniturze prezentował się po prostu obłędnie. Przez chwilę podziwiałam jego idealny profil, a on, prawdopodobnie wyczuwając moje spojrzenie, odwrócił się i popatrzył na mnie ze znakiem zapytania wymalowanym na twarzy.
    Ukryłam zakłopotane oblicze w lampce z szampanem i usłyszałam ciche westchnięcie. Miałam ochotę ukryć twarz w dłoniach i gorzko zapłakać nad swoją głupotą.
    Moich uszu dobiegł charakterystyczny pstryk. Spojrzałam na Uchihę. W jego ponętnych wargach tkwił dopiero co odpalony papieros. Zaciągnął się, po czym wypuścił dym z płuc. Tylko nie to. Nie znoszę palaczy zatruwających siebie i otoczenie, ale muszę przyznać, że do twarzy mu było z papierosem.
    – Właściwie to przyszedłem tu zapalić – zagaił, wpatrzony w nieokreślony punkt przed sobą. – A ty?

    OdpowiedzUsuń
  145. Rozdział V Oto- Gakure
    http://anastasiane-reheart.blogspot.com/
    Po kilku miesiącach milczenia zapraszam ponownie!

    OdpowiedzUsuń
  146. 1. Rozdział 8
    2. http://avengers-somethingnew.blogspot.com/2013/08/rozdzia-8.html
    3. "Ale nie to miałem w planach. Chciałem się troszkę pobawić.
    - Dobrze, zgoda. – odparłem po chwili- Powiem wszystko, co wiem. Ale w obecności pozostałych. – Violet uniosła jedną brew i prawie w tym samym momencie do środka wpadła reszta Avengersów."

    OdpowiedzUsuń
  147. 1. Rozdział 14.
    2. http://maze-of-lies-sh.blogspot.com/2013/08/14.html
    3.

    - Sasuke – Szepnął, gdy zniknęła. – Sasuke! – Powtórzył głośniej i wszedł na stołówkę. Szepty, które rozpoczęły się po wyjściu zielonookiej znowu ucichły. Słychać było tylko zdecydowany krok mężczyzny.
    Sasuke siedział tuż przy wyjściu i z drwiącym uśmiechem na twarzy się w niego wpatrywał. Nie wyrywał się, gdy mocno złapał go za ramię i pociągnął, aby wstał.
    – Idziemy. Tym razem się nie wywiniesz. – Szepnął, gdy opuścili stołówkę. – I powiesz mi wszystko, co jej nagadałeś.
    - A co, jeśli nie? Nic nie możesz mi zrobić – Odpowiedział Sasuke. Mimo spokojnego wyrazu twarzy cały był spięty. Itachi zauważając to tylko się uśmiechnął.
    - W tej chwili nie. Ale wkrótce wiele się zmieni. I możesz być pewny, że mocno tego pożałujesz.

    OdpowiedzUsuń
  148. 1 rozdział 3
    2 http://ourlifeislottery.blogspot.com/2013/12/three.html
    3 Jechałam pustą drogą, pośpiesznie mijając dawniej tak dobrze znane mi budynki. Droga do Park Aye, gdzie leżał miejski szpital Lenox Hill Hospital, na ogół zajmowała mi około dziesięć minut, ale wiedziałam, że jadąc tą drogą zajmie mi ona mniej, tym bardziej, że nie zatrzymywałam się na czerwonych światłach i co chwilę przyspieszałam, w końcu osiągając niedozwoloną prędkość 100 km/h. Cały czas myślałam o tym co powiedziałabym Davidowi, gdyby żył. Gdyby tak po prostu zostawił mnie tydzień przed ślubem, tak na prawdę nie mówiąc dlaczego. Gdybym wiedziała, że dzisiaj w pracy, na korytarzu spotkam doktora Glickmana i będę zmuszona pomagać mu przy operacjach i zdawać raporty o stanie pacjentów...No właśnie "gdyby", ale prawda jest taka, że David Glickman nie żyje, a ja muszę się z tym wreszcie pogodzić. Moje myśli przerwał odgłos przyspieszającego samochodu. Dopiero wtedy spojrzałam w lusterko wsteczne, zauważając czarnego Range Rovera. Jakieś dziwne uczucie niepewności i strachu zagościło w moim umyśle. Mocniej wcisnęłam pedał gazu, zauważając, że nieznany kierowca również przyspiesza.

    OdpowiedzUsuń
  149. Rozdział VI

    http://the-inner-face.blogspot.com/2013/12/vi.html

    "- Obawiam się, że nie, Sakuro.
    Mimochodem ujmuję jego dłoń w swoją, ale niestety nie udaje mi się powstrzymać grymasu jaki przy tym robię. Coś takiego! Pamięta moje imię! Uśmiecha się do mnie, ale już nie tak jak uśmiechał się do czarnowłosej Hitomi, teraz ten uśmiech jest… inny. Nie ma na celu zwieść mnie. Ten uśmiech zapowiada kłopoty."

    OdpowiedzUsuń
  150. 1. Rozdział 143
    2. www.szalonamiloscsasukehinata.blogspot.com

    -Tak! To prawda, jesteśmy tylko nic nie wartymi robalami więc proszę pozwól nam żyć! Wykrzyczał mężczyzna ze łzami w oczach . Przestał się śmiać i kucnął tuż przed nimi, doskonale widzieli jego uśmiechnięta twarz. -O czym Ty mówisz? Czyż robali, nie powinno się zabijać? W tej jednej chwili spokojna karczma, do której zaglądało bardzo mało podróżnych,  a sama położona była na skraju drogi, zamieniła się w miejsce z którego dochodziły tak przerażające dźwięki, jęki i wrzaski umierających w agonii ludzi, że żaden śmiałek nie odważyłby się tam zapuścić. Gdyby jednak to zrobił,  ujrzałby widok tak straszny, ze nigdy więcej w swoim życiu nie potrafiłby usnąć spokojnie.

    OdpowiedzUsuń
  151. 1. Rozdział V
    2. http://oboz-herosow-dom-hadesa.blogspot.com/2014/02/rozdzia-v.html

    Annabeth przytuliła się do Percy'ego. Wszystko byłoby okej, gdyby nagle kasjerka ze sklepiku nie podeszła do nas, nie zamieniła się w erynię i nie zaatakowała nas swoimi pazurami.
    Percy szybko wyjął swój miecz i zamachnął się. Trafił potwora. Ale zamiast zmienić się w proszek, potwór się rozpłynął.
    -Chyba nie mamy dzisiaj szczęścia.- powiedział
    -Dobra, nie możemy już iść nigdzie indziej. Zostajemy tu i czekamy na metro.- oznajmiła Annabeth. Nie pozostało nam nic innego, jak ponownie usiąść na krzesłach i czekać.

    OdpowiedzUsuń
  152. Rozdział czwarty
    http://nowe-opowiadanie.blogspot.com/
    -Ratuj mnie-pisneła dziewczyna,robiąc przy tym przerażoną minę-Nie wiem, o co Ci chodzi,ale zaraz zwariuje przez ten dzwonek do drzwi.-krzyknęła dziewczyna wyminęła przerażoną przyjaciółke, po czym otworzyła drzwi, a ta z kolei uciekła na górę,niczym mała dziewczynka. Przyjaciółka tylko się zaśmiała. W drzwiach stał brunet z blondynem.-Dzień Dobry. Czy zastaliśmy Demi Rooses ?- spytał blondyn, patrząc nie pewnie na blondynkę.

    OdpowiedzUsuń
  153. Adres: http://http://the-inner-face.blogspot.com/2014/02/vii.html
    Numer/tytuł rozdziału: VII
    Autorka: Elena
    Fragment:

    "- Sakuro… - Uchiha wyciąga dłoń, kciukiem uwalnia moją przygryzioną wargę i cofa natychmiast rękę. Jego dotyk trwa zaledwie parę sekund, ale ten gest, to co właśnie zrobił, sprawia, że wciągam łapczywie powietrze,
    o wiele zachłanniej niż powinnam i zamieram wpatrzona w jego oczy.
    One płonął. Takie mam przynajmniej wrażenie, a może to po prostu gra światła i cienia, słońce odbijające się w jego spojrzeniu. Przeszywa mnie dreszcz i znów mam wrażenie, że dostrzegam w nim coś drapieżnie niebezpiecznego. Magnetyzm, coś, co mnie przyciąga."

    OdpowiedzUsuń
  154. 17 Święta
    http://rant-czarodzieja.blogspot.com/2014/04/17-swieta.html
    Święta zbliżały się wielkimi krokami, więc powoli nadchodził czas rozstania. Wszyscy Huncwoci wracali do domów na święta, słyszeli również, że Severus Snape zostaje. Z tego też względu nie szczędzili mu docinek, starając się w ten sposób nadrobić świąteczną rozłąkę ze swoją ulubioną ofiarą. Można było nawet odnieść wrażenie, że ogólne rozbestwienie, które zapanowało wśród Hogwartczyków na tydzień przed planowanym wyjazdem, dopadło również Lily Evans. Dziewczyna przystała na randkę z Jamesem, co chłopaka niewysłowienie uradowało. Syriusz żałował tylko, że przyjaciel nie dosłyszał jak dziewczyna dodawała, że umówi się z nim, gdy drzewa zaczną chodzić, trytony latać, a na Saharze wyrośnie dżungla.
    A.

    OdpowiedzUsuń
  155. Adres: http://dusze-cieni.blogspot.com/
    Autor: tpiapiac
    Rozdział: 4

    Refren jednej z moich ulubionych piosenek rozbrzmiał gdzieś niedaleko mnie. Spojrzałam sceptycznym wzrokiem na skórzany worek leżący na okrągłym blacie szklanego stolika. Telefon. Siedziałam na drewnianym, białym krześle przed jedną z kawiarenek w miasteczku. Starałam się skupić na tym, co zamierzałam napisać, jednak Adam Lampert nie przestawał śpiewać w tle. Ktoś usilnie starał się ze mną skontaktować. Sięgnęłam ręką do torby, z której po pewnym czasie wyciągnęłam sporych rozmiarów komórkę. W duchu obiecałam sobie, że zanim gdziekolwiek wyjdę, wypakuję niepotrzebne rzeczy, które tylko zagracały przestrzeń…
    - Elena? – usłyszałam w słuchawce mojego telefonu komórkowego. Jenna. Zawsze dziwiło mnie w takich chwilach pytanie o imię, bo to przecież głupie, prawda? Wybierając konkretny numer, chyba nie spodziewamy się usłyszeć jako odbiorcy innej niż zamierzona osoby?

    OdpowiedzUsuń
  156. Rozdział 60
    http://boso-po-mokrej-trawie.blog.onet.pl/2014/12/27/rozdzial-60-kolka/
    Wyciągnął się obok, biernie naśladując ich banalnie zmęczone pozycje i wydał z siebie westchnienie ulgi.
    - Własnie popełniłeś największy błąd w swym życiu – zawyrokował leniwie Eryk.
    - Słucham?
    - Z tej pozycji nie ma ucieczki – wyjaśnił mu Syriusz równie powolnym, pozbawionym energii tonem.
    James pomyślał o wstaniu, ale rzeczywiście, sama perspektywa poruszenia choćby palcem u nogi sprawiła, że ogarnęło go zmęczenie.
    - Chciałbym tak leżeć do końca życia – przyznał po kilku minutach rozkoszowania się ciszą.
    - To bardzo romantyczne, Rogacz – uśmiechnął się Eryk. – Ale ja muszę jednak odmówić, mam jeszcze inne priorytety w życiu.
    Syriusz prychnął śmiechem. To był jeden z tych momentów, gdy zazwyczaj przybijali sobie z Erykiem piątkę, ale dzisiaj byli zbyt zmęczeni, żeby unieść ręce.

    OdpowiedzUsuń
  157. Rozdział 1

    http://malecszklanypantofelek.blogspot.com/

    "- Ciii... - Alec modlił się, aby nikt tego nie usłyszał. - Kocham cię Magnusie. - Zrobił krok do przodu i pogłaskał ukochanego po policzku. Jego niebieskie oczy wpatrzyły się w złoto-zielone. - Kocham cię i będę cię kochał na zawsze – wypowiedziawszy te słowa pocałował go, a był to bardzo namiętny pocałunek. Chłopak oddał w niego całego siebie, całą swoją duszę i miłość. On także się stęsknił. Adrenalina jaką czuł, łamiąc zasady ojca napędzała jeszcze bardziej jego uczucie. Po kilku bardzo długich sekundach oderwał swoje usta od ust czarownika. - Nigdy o tym nie zapomnij ukochany. - I pocałował go po raz kolejny, lecz teraz delikatniej, jakby ten był z porcelany."

    OdpowiedzUsuń
  158. Rozdział 2

    http://malecszklanypantofelek.blogspot.com/

    - Auć! - zawył Alec, kiedy dwie dziewczyny powaliły go na ziemię. Dlaczego to zrobiły? Czy im czymś zawinił? Wiedział jedno - bolało go ramię i to bardzo.

    - Co wy na Anioła wyczyniacie?! - wykrzyczał zbulwersowany Jace. - Zwariowałyście?!

    - My? Dlaczego? - roześmiała się jedna. Miała czarne włosy i brązowe oczy. - To mój przyszły mąż. - Popatrzyła się na niego z niechęcią, a później przesunęła wzrok na rannego chłopaka. - Niedługo będziemy razem – szepnęła. Jej usta zbliżały się do ust Nephilim. Oczy Aleca rozszerzone były w przerażeniu.

    - On jest mój! - Rzuciła się na nią niebieskooka blondynka. Przetoczyły się koło fontanny, szarpiąc się za włosy i warcząc na siebie. - Nie odbierzesz mi go! - wykrzyknęła, a druga dziewczyna uderzyła ją z liścia.

    - Milcz wariatko! Miałam cię za przyjaciółkę! - oznajmiła brunetka. Jej twarz miała zacięty wyraz, a grymas na twarzy mówił, iż nie łatwo odpuści.

    - Obydwie się uspokójcie! - Próbował ratować sytuacje Jace. Niestety na daremne, dziewczyny nie zamierzały przestać. Wydawać by się mogło, że słowa chłopaka zdeterminowały je jeszcze bardziej. - Co one najlepszego wyprawiają? - zapytał przyjaciela, który właśnie otrząsną się z szoku i powoli podnosił się z ziemi.

    OdpowiedzUsuń
  159. http://theasphodelus.blogspot.com/2015/09/11.html

    11.

    "...kiedy jednak już sterczałam przed posągiem chimery strzegącej wejścia do gabinetu zaczęłam zastanawiać się, czy to na pewno dobry pomysł. (...)
    Westchnęłam. "To może chwilę potrwać".
    I tak zaczęłam wymieniać wszystkie czekoladowe słodycze, które przyszły mi do głowy. Czekoladowe szkielety, czekoladowe kociołki, czekoladowe różdżki, czekoladki z likierem, Shock-o-Choc... w pewnym momencie pomyślałam nawet, że hasłem może być po prostu czekolada, bo pani prefekt mogło się zebrać na żarciki (w końcu poczucie humoru Krukonów bardzo często oscylowało wokół tego typu rzeczy), jednak to również nie zadziałało, a ja zaczynałam powoli się załamywać. Wtedy już wymieniałam wszystkie słodycze niezależnie od tego, czy była w nich czekolada, czy nie - doszłam do wniosku, że Wallace po prostu się na mnie zemściła, podając mi fałszywą podpowiedź. Cóz, przynajmniej plus był taki, że i tak hasłem do gabinetu zawsze były słodycze, więc jakaś szansa na trafienie wciąż była.
    - Cytrynowe dropsy. Krajanka z melasy. Karaluchy w syropie. Fuj, jak można jeść coś o takiej nazwie? - przerwałam, krzyżując ręce na piersi. Miałam już dość. Stałam jak kretynka i mówiłam do rzeźby nazwy słodyczy od blisko dwudziestu minut.
    - Eksplodujące cukierki. Na gacie Merlina, nie mam pojęcia. Fasolki wszystkich smaków? Co za bezsens. - już prawie miałam zamiar odejść i się poddać, kiedy akurat posąg się odsunął, ukazując kręcone schody. (...)
    - Wiesz Ann, karaluchy w syropie nie są takie złe. - odezwał się ktoś za moimi plecami, a ja odwróciłam się gwałtownie i moim oczom ukazał się nie kto inny, jak profesor Dumbledore. Patrzył na mnie i uśmiechał się, zapewne powstrzymując rozbawienie.
    - Nigdy nie próbowałam. - wydusiłam być może niezbyt taktownie, ale zaskoczenie nie pozwoliło mi na nic innego."

    OdpowiedzUsuń
  160. Numer rozdziału: 13.

    http://theasphodelus.blogspot.com/2015/12/13.html

    Krótki opis lub fragment rozdziału:
    Mecz towarzyski z Ravenclawem, który mieliśmy zacząć za jakieś dziesięć minut, różnił się nieco od rozgrywek o puchar.
    Po pierwsze, McGonagall i Flitwick dogadali się z Hooch, żeby móc sędziować mecz. Okej, może i nie rozumiałem, dlaczego chcieli to zrobić, ale skoro nikomu to nie przeszkadzało i właściwie nie robiło nam jako graczom większej różnicy, to dlaczego nie.
    Po drugie, Ann nie komentowała dzisiejszego meczu; stwierdziła, że będzie się zajmować tylko rozgrywkami o puchar, a poza tym woli pomóc Michaelowi z materiałem do Echa i razem porobią zdjęcia.
    Po trzecie - i najważniejsze - jako kapitan drużyny Gryfonów czułem się odpowiedzialny za skład drużyny i jeśli cokolwiek z naszego planu się nie uda, lub co gorsza - ktoś się dowie - byłbym w najgorszej sytuacji. W końcu nawet jeśli nie dostalibyśmy szlabanu na wszystko poza jedzeniem, oddychaniem i odrabianiem lekcji, to nie mielibyśmy najmniejszych szans na puchar. W końcu nie tylko nasza drużyna trenowała tyle, ile się dało i szukała najlepszych graczy z całego domu - w innym wypadku to wszystko byłoby zbyt łatwe.

    OdpowiedzUsuń
  161. Numer rozdziału - 5

    http://worldofgratefulgirl.blogspot.nl/2016/01/rozdzia-5.html

    "- Ej!- robi smutną minkę, lecz po chwili nie wytrzymuje i gardłowo się śmieje - Pomóc ci? - słyszę i patrzę na niego powątpiewająco - No dalej, trochę umiem, jestem studentem i mieszkam sam, więc muszę sobie gotować - tłumaczy - Po drugie mogę pokroić paprykę, jeśli mi nie ufasz. Tego chyba nie da się zepsuć? - szczerzy się, bo wie że wygrał, po czym odwraca się i wyciąga deskę z szafki.
    Siedzimy cicho i każdy robi swoje, gdy słyszę cichy syk.
    - Tego chyba nie da się zepsuć? - przedrzeźniam go, gdy widzę, jak z jego palca wskazującego kapie czerwona ciecz - Chodź tu - posłusznie robi co każę. Odkręcam kran I wkładam mu rękę pod wodę."

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy